
Przynależność:Decepticon
Transformacja: Koparka górnicza
Klasa: Voyager
Rok wydania: 2008
Producent: Hasbro
Tekst i korekta: Fear Factor i McGazda
Zdjęcia: Fear Factor
Materiał dodany: 09.11.2010
___
"A mogło być tak pięknie". Z takim zdaniem na ustach wyszedłem z gdyńskiego kina, kiedy to podczas Zlotu fandomu Transformers obejrzałem drugą część filmu Michaela Baya o robotach z planety Cybertron, zatytułowanej "Zemsta upadłych", a bardziej po angielsku "Revenge of the Fallen". Nie starałem się nawet ukrywać żalu i rozczarowania tymże obrazem. Liczyłem na sequel, który odkupi winy pierwszej części opowieści o dumnych Autobotach i chciwych Decepticonach. Liczyłem nie tylko na to, że zobaczę nowe postacie, ale też, że dostanę fabułę pozbawioną głupot, które przepełniała pierwsza część "Transformers" z roku 2007. Co dostałem? Pieski parzące się dumnie, zboczone trans-gremliny, Transformery z wadami genetycznymi, Devastatora z ogromnymi jądrami, Terminatrix i wiele innych knotów, które wskazywały, że Bay pomylił film sci-fi z młodzieżową komedią w stylu "American Pie". Stosując analogię do głównego ludzkiego bohatera, granego przez Shię LaBeoufa - prawdziwy wysyp gnijących pryszczy na twarzy szczerbatego nastolatka. Obowiązkowo wraz z premierą filmu do sklepów trafiła niezliczona armia figurek różnych wielkości i odmian. Jedne lepsze, inne gorsze. Nie spodziewałem się w żadnym wypadku, że choć jedna z nich trafi w moje ręce. Czasem nawet Fear Factory się mylą. Nie lubię oceniać figurek nie obcując z nimi w sposób bezpośredni, stąd też dzięki uprzejmości Hasbro i Wallasa niedawno trafiły do mnie figurki z serii Revenge of the Fallen właśnie. Jedną z nich był budzący we mnie najwięcej sprzecznych uczuć Demolishor. Po wizycie pana kuriera szybko rozerwałem paczkę, wyciągnąłem pudełko i obmacałem "Demolatrona". Co wtedy poczułem i co czuję obecnie? Przekonajcie się sami.
TRYB POJAZDU

Pierwsze wrażenie było jak najbardziej pozytywne. Trybem alternatywnym naszego niszczyciela Szanghaju jest ładnie wykonana koparka. I nie jest to typowa szablonowa koparka jaką kiedykolwiek widzieliście na ulicy. Hasbro zamknęło tego Transformera wewnątrz ogromnej górniczej koparki, wysokiej na co najmniej kilka metrów, o ogromnym potencjale siłowym. Jest to specjalny typ takiej maszyny, używany w górnictwie podczas prac w kopalniach odkrywkowych. Specjalnie dostosowane ramię (typu podsiębiernego) z łatwością zdziera materiał z wysokich skalnych ścian, by potem w kilka chwil załadować 120-tonowa wywrotkę. Pojazdy tego typu są tak wielkie, iż często montowane są dopiero na placu budowy! Są niesamowicie wydajne, ale też wymagają szczególnej troski podczas konserwacji i serwisu. Nie udało mi się odnaleźć dokładnego typu, na którym wzorowało się Hasbro, ale jeżeli ustalimy, iż jest on zbliżony do koparki Hitachi EX 8000 czy Komatsu - DEMAG PC 8000 - będziemy mieli do czynienia z gąsienicowym gigantem o masie 720 - 780 ton. Zrobiło to na mnie szczególne wrażenie ponieważ nie spodziewałem się takich danych. Barwy reprezentujące koparkę to ciemna czerwień, biel oraz zróżnicowana gama odcieni szarości. Miejscami natkniemy się na chrom oraz śladowe ilości innych kolorów.

Hasbro postanowiło w jak najdokładniejszy sposób odwzorować oryginalną maszynę, więc Demolishor obfituje w detale. Odnajdziemy tu niezliczoną ilość śrub i nitów, wiele rodzajów belek i wystających elementów. Kolory kontrastują ze sobą w bardzo przyjemny sposób, a sama farba została starannie nałożona. Zadbano nawet o zabrudzenia niektórych elementów, które szczegółowo pokażę.

Pewnie zbytnio się teraz podniecam, ale kocham spoglądać na Demolishora z profilu. Mimo, że figurka powstała w dobie smukłych, wyprofilowanych i futurystycznych kształtów, wciąż zachowuje odpowiednią surowość i toporność. Jest kanciasta i monstrualna. Ośmielę się stwierdzić nawet, iż figurka po części bierze garściami z Constructiconów z G1/G2 i dumnie dzierży spadek po swoich przodkach, takich jak Mixmaster czy Scavenger. Ten tryb jest przemyślany, dopracowany i co najważniejsze - wygląda niezwykle realistycznie. I to w figurkach Bayformers podoba mi się najbardziej. Prawie wszystkie koncepty alt-modów powstały na bazie prawdziwych pojazdów, stąd efekt jest genialny, jak na dość nieatrakcyjny dla starszych kolekcjonerów Transformers okres figurkowy. Jedynie co mnie nieco zasmuciło to wykonanie przedziału silnikowego oraz spora przestrzeń między główną częścią nadwozia maszyny, a dwoma zwisającymi elementami, które tworzą widelec jednego z kół napędowych Demolishora, gdy ten jest w trybie robota. Koparka nie ma, ze względu na transformację, możliwości obracania górną częścią.

Na lewym boku maszyny znajduje się kabina, która jest jednym z najciekawszych szczegółów trybu pojazdu. Biała budka posiadająca okna wykonane ze szklistego tworzywa o odcieniu purpury, ukochanego koloru Decepticonów. Już ona sama pokazuje nam jak wielki jest Demolishor. Żeby operator koparki mógł zająć stanowisko pracy musi najpierw wejść do niej po drabinie. Wyobrażacie sobie jaki człowiek jest mały, skoro mieści się wewnątrz kokpitu, który stanowi wielkościowo minimalny ułamek samej koparki? Do tego wyobraźcie sobie, że taki potwór sterowany jest tylko przez jedną osobę. Poniżej kabiny widnieje logo Decepticonów i biała płyta wraz z namalowanymi pasami ostrzegawczymi. Spoglądgając na nie z bliska widać delikatne nierówności oraz niedomalowania, lecz to jeszcze żaden powód do skreślenia figurki.

Drabina znajduje się również po drugiej stronie koparki. Dzięki niej można dostać się zarówno do górnej części przedziału silnikowego, jak i do wszystkich mechanizmów odpowiadających za funkcjonowanie maszyny. Po obu stronach drabina jest niedokończona i urywa się na wysokości żółtego prostokątnego elementu na białej płycie. Nie ukrywam, że nie obraziłbym się gdyby została wykonana inaczej i nawet byłaby składana, ale z drugiej strony... czy to nie przesada? Przecież raczej mało posiadaczy będzie ją trzymało w formie pojazdu, stąd też dobrze, że drabina jest jaka jest.

Podwozie to najciekawszy, bardzo innowacyjny element. Mieliśmy w historii Transformers całą masę robotów zmieniającyh się w pojazdy o napędzie gąsienicowym. Mieliśmy czołgi, transportery, działa samobieżne, koparki, buldożery. Naprawdę sporą liczbę różnorakich pojazdów. Wszystkie miały ten sam feler - wykonanie gąsienic. Zawsze było nijakie i stało na takim samym mizernym poziomie. Zazwyczaj gąsienice wraz z kołami i innymi elementami układu jezdnego były jednym, najwyżej dwoma integralnymi elementami tworzącymi całość. Ot, prostokąt z zaokrąglonymi rogami i namalowanymi po zewnętrznej stronie kołami. Wszystko do tego w jednolitym kolorze plastiku. Tym razem Hasbro nie tylko postanowiło powiedzieć "bye, bye monotony" i uraczyć podwozie dwoma odcieniami szarości, ale też wykonało gąsienice z miękkiej gumy. Są one co prawda zamontowane na stałe i nie można nimi obracać, lecz jest to i tak dobry początek.

Tył zdradza nam największą wadę tego trybu. Przedział silnikowy nie istnieje i mamy w jego miejscu pusta przestrzeń. Nie mam pretensji o brak łączenia obu pionowych elementów, tworzących widelec dla jednego z kół napędowych Demola w trybie robota, ale mogli chociażby domontować dodatkowe płyty po boku, żeby załatać ziejącą pustkę, widoczną w okolicach końca gąsienicy. Zapewne modyfikacje tego typu utrudniałyby transformacje, lecz bez nich Demolishor wygląda lekko niekompletnie. Czy figurkę warto w ogóle transformować? Dowiemy się wkrótce.

Ramię wraz z gigantycznym czerpakiem posiadającym sześć zębów wykonano schludnie. Posiada ono trzy punkty artykulacji, dzięki czemu możemy unosić całe ramię, operować wysięgnikiem oraz podnosić i opuszczać czerpak. Tylna klapa czerpaka, która w przypadku pierwowzoru w skali 1:1 pozwala wysypać zawartość, nie ma, niestety, możliwości ruchu. Jest jednolitym elementem i nic z nią nie zrobimy. Malowanie wykonano bardzo przyzwoicie, choć mogę się przyczepić o drobny braku realizmu podczas nakładania czarnej farby. Oba kolory łyżki (czerń i ciemna biel) graniczą ze sobą dokładnie na krawędziach, stąd próba imitacji zabrudzeń czerpaka nie wyszła zbyt dobrze. Osobiscie użyłbym czarnej farby i jednolicie pomalował całą łyżkę. Niemniej, cieniowanie wypadło smakowicie i cieszy oko.

Znacznie lepiej wyszło malowanie ramienia, gdzie znajdziemy bardzo udane odwzorowanie brudu i kurzu. Przy okazji ładnie wykonano detale na ramieniu. Brakuje w figurce imitacji hydrauliki, którą ograniczono do wykonania czarnych przewodów hydraulicznych na szczycie ramienia. Brak tych elementów tłumaczy zapewne specyficzna transformacja, jak i gimmick figurki. Osobiście uważam, że siłowniki można było zamontować, a nawet sprawić, by funkcjonowały.

Wspomnianym przeze mnie gimmickiem jest system Mech Alive. Kolejny taki bajer (po systemie Automorph) wprowadzony do figurek , by zwiększyć atrakcyjność danego modelu. W przypadku Demolishora wewnętrzny mechanizm przypominający coś w rodzaju wału napędowego obraca się w momencie, gdy ruszamy wysięgnikiem z zamontowaną do niego łyżką. Tego typu mechanizmu nie ma oczywiście w prawdziwej koparce tej klasy, lecz brak tego gimmicku w zabawce bardzo zaszkodziłby walorom figurki.

Nie mogło obyć się bez porównania Demolishora ze swoim przodkiem z minionej epoki - wspomnianym Scavengerem. Różnica między obiema koparkami jest porażająca i co najciekawsze - skalowanie wypadło tutaj niezwykle dobrze. Zdjęcie idealnie pozwala zobrazować nam z jakim kolosem mielibyśmy do czynienia, gdyby taki pojawił się na naszym podwórku.

Mimo iż nie jest to idealna fotografia porównawcza, to zdecydowanie jesteśmy w stanie wywnioskować iż Scavenger sięga Demolishorowi ledwo do połowy. Do tego spotykają się dwie epoki w dziejach Transformers: nowoczesna figurka z "Zemsty upadłych" oraz nieśmiertelna, klasyczna figurka z G1/G2. Kto jest Waszym ulubieńcem?
TRYB ROBOTA

Jak już to powiedziałem na początku, podczas lustrowania Demolishora walczyły we mnie sprzeczne emocje. Tak było do momentu przetransformowania naszego dzisiejszego gościa. Nie chodzi tu o sama transformację, która jest z jednej strony nieco wkurzająca, z drugiej prosta jak konstrukcja kilofa. To, co ukazało mi się po jej zakończeniu wywołało we mnie całkiem mocny wstrząs. Przyznam się szczerze - ja już wiele rzeczy w życiu paliłem czy też piłem. Widziałem różowe słonie, gonili mnie rycerze z krzyżami na płaszczach i uczestniczyłem przy zdobywaniu Reichstagu w 1945 roku. Ale takiego robota jak Demolishor w życiu nie widziałem. Nie wiem co brali projektanci Hasbro, ani skąd im do głowy przyszedł taki koncept. Stworzono niezwykle oryginalną konstrukcję, lecz przede wszystkim wielce szpetną i do tego kompletnie niepraktyczną. Uwierzcie mi - na warsztatach terapii zajęciowej można stworzyć piękniejsze rzeczy niż ta figurka. Niemniej, szanuję Hasbro za to, że nie pozostaje w miejscu i ma nowe pomysły. Inna rzecz, że nie zawsze one wypalają, a Demol jest tego najlepszym przykładem. Popatrzcie sami - to nie przypomina nic innego, jak tylko rozerwaną koparkę wraz z doklejonymi do siebie dwoma monocyklami. Pokraczne bliźniaczki Arcee i Chromia również nie były rajem dla moich oczu, ale jednak mogłem na nie patrzeć;jak na figurki klasy deluxe miały sporo do zaoferowania. Tymczasem Demolishor to voyager, a jego nabywca będzie miał z nim mniej o wiele mniej frajdy, niż z prostolinijnym scoutem.

Gdyby nie ładne, ciemnoszare wstawki na ramionach Demolishora widoczne z tyłu figurki nie napisałbym nic więcej niż tylko jedno - jałowość do kwadratu, brak jakichkolwiek detali. Ciekawostką jest fakt, iż każda połówka ramienia koparki (stanowiąca ramiona samego robota) posiada pojedynczy wał napędowy, który realizuje wspomniany już system Mech Alive. Działa on równie znakomicie w trybie pojazdu, co w trybie robota. Ale czy ma faktyczną rację bytu?

Bez gigantycznych ramion Demol nie miałby szans, żeby stać o własnych siłach. I w sumie to jest ich jedyna rola - podpora figurki. Strasznie mi się to nie podoba; całkowicie zabija to możliwość jakiegokolwiek pozowania Demolishora. Poza na zdjęciu to praktycznie jedyna jaką uda się uzyskać. Posiadanie czterech punktów artykulacji oraz systemu Mech Alive nie ma tu najmniejszego znaczenia.

Oba koła dzięki którym Demolishor ma zdolność ruchu powstały w wyniku ściśnięcia gąsienic koparki. Zabieg ciekawy, lecz drogo okupiony. Mimo że kołami możemy obracać, to ze względu na swoją niesymetryczność (wina miękkiej gumy i braku porządnej obręczy koła) będzie to równie karkołomne, co prowadzenie roweru z trójkątnymi kołami. Jakby tego było mało, to figurka jest przez to niestabilna i stoi tak jakby była postawiona na trampolinie, na której skacze stado słoni. Że o braku łożyskowania w kołach nie wspomnę. Wrócę jeszcze raz do naszych bliźniaczek, a dokładnie do Chromii. Wraz z figurką owej niebieskiej damy dostajemy podstawkę, będącą czymś w rodzaju gąsienicowego podwozia z dwoma minigunami. Nie szpeciła ona figurki i skutecznie zapewniała jej stabilność. Dlaczego Demolishor nie posiada takiej samej? Taki bibelot skutecznie oswobodziłby ramiona, które moglibyśmy ustawić według własnego uznania, tworząc ciekawą pozę. Mało tego - gdyby taka podstawka miała zdolność do składania się, to spokojnie można by nim zapełnić pustą przestrzeń z tyłu Decepticona, gdy znajduje się w formie koparki. Niestety, Hasbro nie udało się odpowiednio nam dogodzić.

Byłbym jednak beznadziejnym recenzentem, gdybym demolował obraz naszego Demola bez przedstawienia jakichkolwiek zalet. Mimo swojej kuriozalności posiada parę elementów, na które warto zwrócić uwagę. Jednym z nich jest starannie wykonana głowa. Widziałem kilka innych Demolishorów w recenzjach na YouTube i miały malowanie twarzy tak skopane, że człowiek snuł przypuszczenia czy figurki czasem nie podpięli łańcuchem pod BWP'a i nie przeciągnęli po całym poligonie. Mój egzemplarz ma naprawdę świetne malowanie i nie ma jakichkolwiek nadlewek farby. Ciemna czerwień i metaliczny odcień szarości dobrze ze sobą kontrastują. Sam mold głowy jest moim zdaniem cudowny - owadzi i paskudny. Do tego głowa posiada wbudowane pomarańczowe szkiełko, pozwalające świecić oczami, jeżeli nakierujemy odpowiednio światło. Szkoda tylko, że artykulacja głowy równa się zeru.


Innymi ciekawymi detalami są mechaniczne elementy widoczne na ramionach Demolishora. Tu narodziła się zarazem mała niedorzeczność. Z tyłu pudełka zauważymy, że okrągły, srebrny element jest rzekomo ruchomy i możemy nim obracać. Niestety, nie zauważyłem,żeby można było czymkolwiek obracać w tym rejonie. Podejrzewam, że Hasbro chodziło o system Mech Alive, lecz pomyliło elementy, które zareklamowano jako "spinning gears".

Spotkanie dwóch epok: G1 i serii współczesnej. Kolebki Transformers i teraźniejszości. Ciekaw jestem czy komukolwiek z projektantów figurek z lat 80. śniło się kiedykolwiek stworzenie czegoś takiego jak nasz czerwony kaleka. Czasami zastanawia mnie jedno. Gdybym to ja był Megatronem i miał wydać rozkaz Demolishorowi to jaki bym mu wydał? Gdybym mógł udowodnić Optimusowi, że Decepticony również dbają o swoich towarzyszy, cechuje ich bohaterstwo i wytrwaość, to co kazałbym zrobić Demolishorowi? Wiem. Kazałbym mu się rozpędzić i z impetem uderzyć w pierwszą falę Autobotów i modliłbym się o jego szybką, bezbolesną śmierć.
I tutaj podsumuję swój długi wywód. Czy warto wydać choć złamany grosz na tą figurkę? Powiedzmy sobie szczerze: Mamy XXI wiek. Transformers to potężna franczyza. Figurki stały się coraz bardziej technicznie zaawansowane. Pozowalność i sylwetka figurki to linia obrony każdej z nich. Demolishor udawadnia, że czasem prostota i skromność niszczy blichtr i glanc. Zgadza się, bo G2 Scavenger miażdży czerwonego bękarta jednym ciosem. Demola nikomu nie poleciłbym z czystym sumieniem, bo to oznacza zakup figurki klasy voyager, z której mamy tyle pożytku, co z figurki G1 (a nawet mniej, bo nie jest to weteran z kilkunastoma latami na karku). Demolishor jest w moich oczach całkowicie niepozowalnym i odpychającym stylistycznie robotem. Ma oczywiście bardzo dobry alt-mode, interesujące miejscami szczegóły, ale wszystko to kończy się, gdy zakończy się transformacja w robota. Jedynie zmotywowany chęcią posiadania wszystkich figurek z "Zemsty upadłych" kolekcjoner musiałby ją kupić, a do nich raczej się nie zaliczam. Szanuję Hasbro za odwagę i kreatywność, ale tym razem przegięli pałę. Mój werdykt: 3 z minusem.
KONIEC