ROBOTS IN DISGUISE CROSSWISE & WARS
Przynależność: Autoboty
Podgrupa: Spychangers
Klasa: Basic
Transformacja: Samochody sportowe
Rok wydania: 2001
Producent: Hasbro
Najmniejsze roboty z serii Robots in Disguise, ale wcale nie najsłabsze. Ba, w moim przekonaniu są bardzo fajne i warto je mieć, a przynajmniej rzucić na nie okiem. Na wstępie powiem, że każdy robot posiadał pistolet, który dziwnym trafem był nie do odnalezienia już tydzień po zakupie :P. Ok, my tu gadu gadu, a wy pewnie czekacie na dalszy ciąg opisu. Już nie przeszkadzam, delektujcie się fotkami :)
CROSSWISE
Crosswise mimo pozornie niezbyt ciekawej budowie, należy do moich faworytów z tej mini-serii. Czemu? Nie mogłem przejść obojętnie obok jego wykonania, które po prostu bije wszystkich Spychangerów na głowę. Jego genialny patent polega na podwójnej karoserii. Wewnętrzna warstwa jest niebieska, natomiast karoseria zewnętrzna to przeźroczysty plastik. Połączenie tych dwóch elementów daje niesamowity wizualnie efekt, a biorąc pod uwagę, że "podskórna" warstwa ma do tego własne wzory i napisy, to już w ogóle jest fantastycznie. Dużo uroku dodają też czerwone wykończenia i duży X na masce silnika (notabene wziął się on od japońskiego imienia tego robota- X-car).
Tak wygląda Crosswise widziany z boku. Ładne, opływowe cacuszko. Trochę przypomina Ferrari, ale to inny model auta (którego nazwy teraz nie pamiętam i które dodam, jak skleroza mi minie :P). A tutaj widać bardzo ładny detal, jakim jest silnik. Szara farba, która go nakreśla idealnie pasuje do widocznego pod spodem koloru karoserii :) Słowem, alt mode tego robota jest świetny :)
Tryb robota, proszę państwa. Może nie jest jakiś super wypasiony (choć roboty z RIDa miały taką tendencję), ale ma swój urok. Ciekawostką jest też, że design tego robota pochodzi z roku 1993, z czasów G1, gdy wydano mini-serię Go-bots, która wykorzystywała podobny schemat transformacji i kształty (wtedy to miała być konkurencja dla rosnącego w siłę Hot Wheels). Teraz projekty wykorzystano ponownie i je lekko podrasowano. Robot, mimo małych wymiarów (ok. 5cm w obu formach), jest ładny i warto go posiadać w kolekcji, choćby dla jego walorów wizualnych :)
WARS
A to drugi z panów, których dostałem w tym opakowaniu. Wars jest autem wyścigowym, podrasowanym do wyścigów Nascar (bardzo popularnych w Stanach). Jest cały czerwony z żółtymi wstawkami, bardzo charakterystyczne jest też imię tego robota po obu stronach oraz napis w japońskim kanji na masce silnika. Wizualnie, również jest bardzo fajny, choć od razu widać, że ma z lekka inne zastosowanie niż Crosswise.
Detale... Pierwsze zdjęcie to widok z boku. Wyraźnie widać tu dwa interesujące detale: jeden to siatka założona na szybę drzwi. Takie coś posiada każda maszyna startująca w Nascar i przez nią kierowca dostaje się do środka (drzwi są usztywniane by zwiększyć wytrzymałość auta, więc się nie otwierają). Widać też fajnie zrobiony napis Wars na boku. Wygląda to ładnie, do tego robi wrażenie wyskrobanego w szarym lakierze położonym wcześniej na karoserię. Drugie zdjęcie ukazuje przód auta. Przednia szyba jest wzmacniana trzema prętami. Ale i tak tutaj najciekawszy jest ten japoński znak na masce. Czarny, nałożony na szary lakier... ma swój niezaprzeczalny urok i nadaje temu Tfowi nieco dzikości...
Tak wygląda Wars jako robot. Mi się wydaje to lekko nietypowe, ale projekt tego Tfa też pochodzi z czasów G2... Jednak jest to nieco niższy od Crosswise'a TF. Ale tak samo jak on ma poruszalne tylko łapy... W gruncie rzeczy, też jest fajny, a z Crosswose'em na półce, mimo swoich mikrych rozmiarów, wyglądają świetnie.
KONIEC
Te robociki trafiły do mnie dwa lata temu, kiedy podczas wizyty w Carrfourze w Warszawskiej Reducie wpadłem do działu zabawek. Pierwotnie miałem ich nie kupować, gdyż wpadły mi w oko transformowalne resoraki Autotech, które razem dawały robota (ale nie humanoida). Chciałem je kupić i zobaczyć, jak to z nimi jest (wyglądały bardzo obiecująco), ale w pewnym momencie zwyciężyło przywiązanie do TF. Więc kupiłem tych dwóch panów (razem kosztowali 19 zł, więc to nie był jakiś super wydatek). Do tej pory tego nie żałuje, bo są świetni, choć tamte Autotechy w odwecie musiały rzucić na mnie klątwę- już tydzień po zakupie zgubiłem broń obu panów, ale jakoś nad tym nie ubolewam. Pamiętajcie, jak znajdziecie kiedyś te roboty, kupujcie je od razu- są warte zainwestowanej w nie kasy :)
Powrót do strony głównej