HUNT FOR THE DECEPTICONS
HAILSTORM

Przynależność:Decepticon
Transformacja: Ciężarówka opancerzona z wieloprowadnicową wyrzutnią rakietową
Rok wydania: 2010
Producent:Hasbro
Tekst: Ulv
Zdjęcia: Wallas
Materiał dodany: 17.10.2010
___
Siedzę w tematyce figurek bardzo długo. Na tyle długo, że już przed rozpakowaniem pudełka potrafię dostrzec wciśniętego mi knota. Jeżeli blister nieśmiało wypełnia jakaś bezpłciowa kupa plastiku poprzeszywana aluminiowymi nitami, to jestem więcej niż pewny nadciągającego niezadowolenia.
Imię "Hailstorm" jest obietnicą na pudełku. Zapowiedzią czegoś niesamowitego, wyrywającego gały, nawałnicy w chacie i huraganu na półce. Tłusto się zdziwiłem biorąc do ręki blister z nową figurką. Miał być szok, orgazm, rozwałka... A tu spod przezroczystego plastiku spoziera jakiś łazik błotny.
Nic nie cieszy krytyka bardziej, niż wpadający mu w ręce gniot. Wdeptanie figurki w glebę daje piszącemu recenzję masę radochy, w końcu nie musi się silić na znajdowanie synonimów dla kolejnych superlatyw wplatanych w tekst. Zaraz po rozpakowaniu pudełka z Hailstormem wiedziałem co i jak napisać, na jakim ogniu odgrzać stek inwektyw i obelg pod adresem twórców figurki. Mi próbują wciskać coś takiego? Mi? Niedoczekanie.
TRYB POJAZDU

Patrząc na alt mode Hailstorma myślałem o tym, jak to znowu dałem się zrobić w bambus. Kolejny raz chamię się na pojazd wojskowy, a tu takie coś. Powinienem wiedzieć, że nie ma bata, by zrobić zajefajnego Transformera z wieloprowadnicowej wyrzutni rakietowej. Takie cuda się nie zdarzają. I jeszcze te kolory. trawiasta zieleń, na której namalowano chmurki, jak na kiczowatym bawarskim landszafcie. Wciąż nie rozumiem zamiłowania Hasbro do czerwonych pocisków... Po co? Dlaczego? Jak? Kto to wydumał? Od samego myślenia o szkarłatnych rakietach boli mnie głowa.

No i nawet nie ma przycisku do wystrzału salwy artyleryjskiej! Każdy pocisk trzeba manualnie wycisnąć z wyrzutni. Halo, mamy XXI wiek! Czy żołnierze na polu bitwy sami miotają rakietami z ciężarówki, czy może do tego służy wyrzutnia? Hailstorm to spartańska figurka, korzystająca z siermiężnych rozwiązań.

Kloc. Zbita w kupę kolumbryna. Jednak jeśli się nad tym zastanowić - tak być powinno! To przecież ciężarówa wojskowa, ona służy do rozgniatania wrogich wojsk gąsienicami, ma wytrzymać ostrzał czołgu i odwdzięczyć się salwą rakiet ze wszystkich prowadnic. Toporna sylwetka? Pewnie, że toporna! Bardzo dobrze, że toporna. Ma być toporna!

Prosto i konkretnie. Wielka wyrzutnia - nie pogadasz. Widzisz i spieprzasz.

Artyleria rakietowa służy do, najoględniej mówiąc, rozpiżania na wiór wszystkiego wokół. Z akcentem na wokół. Po co kręcić całym pojazdem, jak zdechłą żabą przybitą do wiatraka sufitowego, skoro można obrócić wyrzutnię i posłać w kierunku wroga wizytowy bukiet rakiet?

Tak to wygląda od środka - rakiety na prowadnicach, zamaskowane w gustownym koszyku piknikowym. Dlaczego są czerwone? Z tego samego powodu, dla którego kobieta w ciąży chce miskę z ciepłą wodą. BO TAK!

Odpalanie pocisków polega na wyciśnięciu ich z prowadnicy. Manualnym wypchnięciu, bo przyciski są dla lalusiów. Boisz się, że zrobią Ci się odciski? Zmień hobby na zbieranie znaczków, mięczaku. Żeby było to jasne - pomimo prymitywnego systemu wyrzutu, rakiety walą mocno. Jeśli trafią w cel, linia obrony wroga wygląda jak rzadka kupa rozbryzgana przez wentylator.

Hailstorm z kolegami, Brawlem i Wreckage'm. Cała ekipa to przedstawiciele tej samej klasy Deluxe, jednak różnica wielkości między pojazdami jest spora (bardzo dużą część masy Hailstorma stanowi wyrzutnia). Jak na ironię - widoczna na zdjęciu dysproporcja rozmiarów jest dość realna. Ciężarówki samobieżnej artylerii nie są duże, dysponują jednak potężną siłą ognia.

Zestaw wyrzutni wieloprowadnicowych - Car Robots Dolrailer, Cybertron Defense Scattorshot i Hailstorm, zajmujący honorowe miejsce w środku stawki. Nowa artyleria Decepticonów to pojazd niewielki rozmiarem, jednak kiedy przychodzi do porównania ilości rozwiązań technicznych i możliwości, okazuje się gigantem deklasującym konkurencję.
TRYB ROBOTA

W trybie robota Hailstorm wygląda jak turbocep. Figurka ma grację troglodyty, czy innego Kapitana Jaskiniowca. Oczywiście największą uwagę przykuwają potężne ramiona goryla na sterydach. Postać wygląda jak przerośnięty tłuk, któremu mamusia dodawała hormon wzrostu dla konia do płatków owsianych. A może to po prostu Atomówka Brawurka, która miała potworny wypadek z kombajnem? Tak czy inaczej, ten tryba jest po prostu mega.

Instrukcja nakazuje przerzucić prowadnice wyrzutni na ramiona robota, co jest z lekka poronionym pomysłem. Dzięki temu rozwiązaniu figurka rozrasta się z tyłu i zajmuje więcej miejsca na półce. Na całe szczęście Hailstorm został hojnie obdarzony wszelkiej maści stawami, dzięki czemu wyrzutnie można schować w plecaczku. Uwielbiam figurki, które potrafią coś więcej, niż napisano w instrukcji.

Hailstorm ma ryj jak idź stąd i nie wracaj. Przeluj w każdej mierze. Ramiona z połączonych gąsienic robią niesamowite wrażenie, figurka jest bardzo masywna i postawna, po prostu epatuje brutalną siłą i tępotą. Tak swoją drogą, to te czerwone oczęta są pomalowane. Z początku myślałem, że będzie mnie to wnerwiać, bo większość figurek filmowych ma patrzałki z podświetleniem, jednak okazuje się, że to naprawdę dobre rozwiązanie. Kolor jest zawsze widoczny, farba ma soczystą barwę i kompletnie nie zauważa się braku iluminacji soczewek. Kolejne proste rozwiązanie, które cieszy funkcjonalnością.

Zmielony zardzewiałym mikserem koński zad jest bardziej urodziwy od twarzy Hailstorma. Fizjonomia upośledzonej umysłowo mielonki idealnie współgra z posturą figurki. Hailstorm to nie grzeszący intelektem cep z rakietnicami na ramionach. Taki gość na polu bitwy nie myśli, tylko pierze po ryju kogo popadnie.

Najzabawniejsze w tym modelu jest to, że kompletnie nie widać jak dalece jest artykułowalny. Nogi na pierwszy rzut oka są obitymi gipsem, nieruchawymi kołkami, ale to tylko pozory. Tak naprawdę figurka ma więcej stawów, niż całe pojezierze mazurskie. Z Hailstormem da się zrobić właściwie wszystko, brak mu tylko przegubu w pasie, ale to właściwie w niczym nie przeszkadza. Jest tak syty, że jeszcze jeden punkt artykulacji mógłby go rozsadzić od środka.

Ramiona figurki są wielkie i szczodrze wyposażone przez fabrykę. W zasadzie zakres ruchu kończyn górnych Hailstorma jest nieograniczony, a potężny rozmiar rąk w żadnej mierze nie jest wadą. Dzięki przerośniętym łapom postać wygląda prymitywnie i brutalnie. Fakt, zatraca ona przez to humanoidalny charakter, ale gdzie jest napisane, że Transformery powinny być humanoidalne?

Wyrzutnie to bardzo okazały tryb bojowy, choć wystające pręty rakiet i niedopasowany do stylistyki figurki kolor nieco psują efekt i umniejszają ich majestat. Oba miotacze pocisków mają charakterystyczne mocowanie dla broni, które stało się standardem w późniejszych figurkach RotF i Hunt for the Decepticons.

Patent uniwersalnych chwytaków jest prosty i genialny. Umożliwiają one dozbrajanie figurek bronią innych postaci. W tym przypadku Hailstorm wypożyczył topory od Skystalkera.

Kolejny przykład zastosowania uchwytu na broń - Hailstorm używający działka Breachera w charakterze wieżyczki. Takie dodatki dają masę przyjemności, szczególnie, że figurki filmowe dotychczas nie mogły wymieniać się uzbrojeniem, które było zamontowane jako element stały, albo mocowane jakimś unikalnym systemem. To powrót do starych rozwiązań świata TF i fajna opcja tuningu figurki.

Ruski plecak na stelażu w porównaniu z koszem Hailstorma wygląda blado jak dupa wampira.

Dłonie figurki są niestandardowe, do czego Bayformery zdążyły nas już przyzwyczaić. Niestety, Hailstorm nie może w normalny sposób chwycić broni innego TFa, choć widać, że się chłopak stara.

Skompresowana wyrzutnia rakiet, z prowadnicami ukrytymi w plecaku. Figurka traci w ten sposób na lekkości, staje się bardziej zbita i masywna. Wygląda to prześwietnie, brutalnie i prostacko. Obrazu dopełniają ogromne ramiona z potężnym zakresem ruchu. Hailstorm to gość po byku, cechuje go niesamowita siermięga. Nie chce się wierzyć, że ten model jest aż tak artykułowalny.

Hailstorm ponownie z wałówką w plecaku. Tryb turystyczny, z uzbrojeniem spoczywającym na garbie figurki, poprawia proporcje i rozłożenie ciężaru. Tył nie jest w żadnym wypadku przerośnięty, a ukrycie wyrzutni sprawia, że model przestaje zajmować cały hektar na półce. Patrząc na tą figurkę trzeba stwierdzić, że Hailstorm to potworny prymityw, bliżej mu do maczugi, niż karabinu.

Ilość zastosowań wyrzutni pocisków powala. Właściwie ile przegubów w rakietnicy, tyle możliwych do obrania pozycji, wybór lepszy, niż w Kamasturze. Bardzo rzadko widuje się równie uniwersalną i bogatą w tryby figurkę.

Hailstorm to istny potwór wśród zabawek. Jest może z metra ciętym kurduplem, ale jego masa, gabaryt i tęgość powalają na cztery litery. To co można robić z jego uzbrojeniem to istna poezja.

Jak pisałem wcześniej - odrobina inwencji i z tą figurką można zrobić niemal wszystko, nawet przerobić ją na polowy kibelek. Nie pojmuję jak się to twórcom udało, ale wcisnęli do stosunkowo niewielkiego modelu taką ilość stawów, że mogłaby się w nich pomieścić cała populacja żab zamieszkująca województwo Lubuskie. Absolutne mistrzostwo artykulacji. Jak taka liczba przegubów upchała się w tej ilości plastiku? Odpowiedź na to pytanie mnie przerasta.

Rozbrojone wyrzutnie oznaczają, że przed Hailstormem roztacza się psie pole. Nie wiecie co to psie pole? To taki obraz pola bitwy, na którym z wrogów została już tylko karma dla psów. Mielone Chappi w puszcze.

Hailstorm nie grzeszy wzrostem, ale w jego przypadku nie jest to wadą. I tak inne Deluxe'y wyglądają przy nim, jak mamucie wypierdki. Toporny kloc, który skrywa masę niespodzianek. Patrząc na zdjęcia nawet nie można się domyślić, jak niesamowicie dopracowany i bogaty jest ten model.

Hailstorm i Dolrailer, obaj zmieniają się w wyrzutnie rakiet. Figurki dzieli przepaść 25 lat, przez które, jak widać, bardzo wiele się zmieniło w przemyśle zabawkarskim. Dune Runner stoi w kadrze tylko po to, by pokazać jak niewielka różnica wzrostu dzieli Hailstorma od Scouta.

Jeżeli Wallas dalej będzie robił takie zdjęcia, to Village People nigdy nie powrócą na scenę.
Hailstorm jest dowodem na to, jak zwodnicze bywają pozory. Nie spodziewałem się, że przeciętny i nie wystający z tłumu alt mode może skrywać tak wielką niespodziankę. Zostałem przez tą figurkę kompletnie rozbity, jakby z mojego estetycznego worka mosznowego wyciśnięto imadłem wszystkie płyny ustrojowe. Szok, bomba w mentalną nerkę. Nie oczekiwałem tak dobrej zabawki, szczególnie w klasie Deluxe, którą kojarzę głównie z karyplowatymi mutantami. Hailstorm to model prosty, podany "na bogato", odarty ze wszelkiego badziewia dla dzieciarni, stworzony z myślą o kolekcjonerach. Figurka została mądrze pomyślana i zadedykowana konkretnej grupie odbiorców. Nie widzę w niej sprzeczności idei i wykonania. Szczerze życzę sobie i innym kolekcjonerom, żeby każdy Transformer był na takim poziomie.
Drogi Czytelniku, jeżeli miałbyś przed śmiercią kupić jednego, ostatniego TFa, nie wahaj się. Idź do sklepu, zmieć z półki Hailstorma i umieraj w męczarniach wiedząc, że dokonałeś trafnego wyboru.
Moja ocena to szczerząca się Ulvomordka, która cieszy się dwa razy - z nowej figurki i stopnia jej wyczesania.

Miała być burza gradowa... I była!
KONIEC