
Przynależność: Autobot (Cybertron)
Transformacja: Zmodyfiowany samolot bojowy A-10 Thunderbolt
II
Klasa: Ultra
Rok wydania: 2008
Producent: TakaraTomy
Tekst i zdjęcia: Wallas
Materiał dodano: 19.03.2011
Ten Powerglide to istna ciekawostka. Niby jest Henkeiem, ale brakuje mu tak charakterystycznych chromowanych wstawek. Nie jest to też Universe 2.0 mimo zastosowania pudełka właśnie z tej serii. Ale czy ma to znaczenie? W obliczu przerażającej prędkości z jaką ta figurka rozchodziła się swego czasu, raczej nie. A dlaczego zrobiło się o niej tak głośno? Bo naprawiła grzech główny swojej wersji z Kraju Kwitnącej Frytki- z Powerglide'a-albinosa uczyniła pełnoprawną reprezentację swojej postaci z G1, nie tylko aktualizując wygląd jak nakazuje chlubna tradycja Classics, ale i zachowując barwy które stały się jej znakiem firmowym. Popularność figurki wzrosła jeszcze bardziej po tym jak Hasbro wydało drugą wersję Powera, tym razem w tonacji G1. Jak to czasem z tą instytucją bywa, już po pierwszych zdjęciach z targów było oczywiste, że totalnie przegieli w drugą stronę, tym samym paprając sprawę. Nic dziwnego zatem, że wiele osób do tej pory wyznacza sobie za cel posiadanie właśnie Henkeia... nawet jeśli na dzień dzisiejszy znalezienie bezpańskiego egzemplarza robi się coraz trudniejsze a i zwykle jest to wydatek (mówimy o doręczeniu do Polski) około 70-80 dolarów, co przekłada się na zakup Lidera w Smyku (no ładnie, zaczynam używać marki Smyk jako synonimu drożyzny... sami są sobie winni). Jednak jestem skłonny powiedzieć, że jest wydatek słuszny i sprawiedliwy, albowiem figurka ta naprawdę przyciąga oko na półce. Jeśli jesteście w stanie dorwać go na wyprzedaży za całe 45zł plus wysyłka tak jak ja, sens jego kupienia zagnieżdża się w głowie o wiele bardziej.


Pudełko od tej figurki to dla mnie ciekawe zagadnienie. Gdyby nie trzy naklejki wypisane w japońskich krzaczkach, byłoby to idealnie niezmienione pudełko od federalisty. Z czego wynika taki manewr TakaryTomy? Moja teoria robocza zakłada, że nie chciano już projektować na potrzeby linii Henkei trzeciego typu pudełka (Henkei są wydawane w rozmiarach Deluxe i Voyager) więc wykorzystano już gotowego Amerykana. Na znak uznania wkładu Hasbro w sprzedaż tego i dwóch innych Henkeiów, modelowi temu nadano tytuł USA Edition, tak jak to zrobiono w przypadku mojego Masterpiece Starscreama, który wbrew wszystkim czynnikom wizualnym jest odpicowanym Japończykiem w skórze WASPa. Ale że nie pudełkiem człowiek zwykle żyje, rozpakujmy drania.

W pytkę Zbycha... czerwony Powerglide! Boże, jak ta figurka od razu lepiej wygląda. Przede wszystkim nie ma wątpliwości, że to jest nasz zarozumiały oblatywacz o naturze pociągającej nawet dla przedstawicielek innych gatunków. Muszę przyznać, że odwrócenie proporcji kolorów na tle Universe'a czyni cuda i o ile MocnySzybowiec made in USA miał niezłą kolorystykę, o tyle Powahglidu ma już ubarwienie wymiatające.

Zastosowanie czerwonego poszycia ma jeszcze jedno znaczenie poza estetycznym uniesieniem. Wreszcie kolor pojazdu zlewa się z kolorem guzika uruchamijącego elektronikę, dzięki czemu nie rzuca się tak w oczy.

Ta sama zmiana pozytywnie wpływa na maskowanie głowy. Ok, kto zna figurkę wie że jest schowana pod ogonem, ale dla kogoś widzącego naszego Thunderbolta po raz pierwszy jest to już mniej oczywiste. W Universe Powerglidzie (nie, może i mam uprawnienia nauczyciela języka angielskiego, ale prawdopodobnie nigdy nie dojdę jak się poprawnie odmienia imiona Transformerów przez niektóre przypadki) czerwona głowa na białym poszyciu jest o wiele bardziej widoczna.

Mam nadzieję, że mi wybaczycie braki w ilości tekstu wylanego w tej galerii, ale ponieważ poza kolorami Henkei jest identyczny z Juniwersem Dwa Zero (a zakładam, że większość z Was widziało ją już jakiś czas temu), nie bardzo widzę sens powtarzania tego samego dwa razy. To nie jest moje ostatnie słowo w tym artykule, bynajmniej, ale nie dziwcie się jeśli szybko będzie zauważalne jak zdjęcia mają miażdzącą przewagę liczebną na słowem. Mea culpa, ale zdjęcia zwyczajnie kocham robić. A tymczasem, podziwiajmy imponującą czerwień tego samolotu.


Nowe kolory jak widać wcale nie pomogły Powerglide'owi naprawić kwestię montażu jego Avengera z załadowanym pociskiem...

Dwa Henkeie sobie stały, jeden fajny wręcz wspaniały, drugi warty szkolnej pały i choć biały kiepski cały... naprawdę nie wiem kto przepuścił Silverbolta przez kontrolę niedorzeczności konstrukcyjnej...

Jak pokazuje porównanie z Onslaughtem, Powerglide jest najbardziej przestrzennym Ultrasem wyprodukowanym w ramach tej linii.

Czas na kilka póz powietrznych... te zdjęcia mają ponad rok, ale do tej pory przypominają mi jak bardzo przydałoby mi się kilka sztuk przeźroczystych Action Base 1 albo Tamashii Stage 4....

Sideswipe załapał się na podwózkę. Muszę zobaczyć ile innych moich Deluxów potrafi odstawić taki numer.

A oto to na co większość z Was pewnie czekała od początku tej galerii. Porównanie Zwykłego Powerglide'a z Henkei Powerglide'em. Bądźmy szczerzy, główna i podstawowa różnica jest jedna: biały i czerwony jako kolory przewodnie. I weź tu teraz wybierz który jest bardziej patriotyczny... powinienem przemontować Henkeiowi skrzydła od Universa i będę miał święty spokój.

A teraz czas na trilion porównań tak pokazujących wiele różnych kątów i ujęć jak i stopień mojej nadgorliwości w robieniu wielu zdjęć do pozornie prostych galerii.




Porównanie klasy Supereme: dwa Powerglide'y, Silverbolt i Jetifre. Ciekawe kto zrobiłby większą rozpierduchę w szeregach wrogów, taki klucz samolotów czy pełna grupa Seekerów.

No. I to jest Powerglide. Czerwony to jest właśnie to co temu gościowi brakowało. Nasz Autobot wreszcie jest kompletnym produktem. Naturalnie, ktoś mógłby powiedzieć, że tym razem czerwonego jest wręcz za dużo w niektórych miejscach, ale wierzcie mi, widziałem eksperymenty gdzie ludzie montowali razem części Henkei i Universe'a by uzyskać wariant jeszcze bardziej zbliżony do wersji widzianej w telewizji, ale nie wyglądało to już dobrze. A gdy Hasbro wypuściło tego drugiego Powera właśnie w kolorach TV, wyglądało to wręcz paskudnie. Także jestem skłonny powiedzieć, że widoczna tu wersja jest względnie optymalnym rozwiązaniem. Nawet rozdzielenie ud na dwa kolory (co było zrobione by zwiększyć integralność poszycia w trybie samolotu) wydaje się mieć sens, przełamując szarą monotonię łączącą nogi z korpusem.

Ponownie, zdjęć naprawdę natłukłem sporo, więc tektu nie będzie tyle co zwykle, bo nie chcę syndromu "to mi wygląda jak tekst z tej drugiej galerii." Wszakże skoro promotor sugeruje mi żebym przy pisaniu magistra wystrzegał się plagiatu (nawet auto), warto to przenosić na inne sfery mojej grafomanii.




Czerwone serduszko po buziaku od Astorii... tutaj naprawdę już kusi wzięcie jakiegoś Gundam Markera do wewnętrznych mechanizmów i otoczyć to serducho takim szaro-niebieskim tuszem żeby wyglądało jak wnętrze robota.

Guzik od elektroniki tu już jest kompletnie niewidoczny. I o to chodziło, zwłaszcza gdy w tym trybie stanowi środek mechanizmu odpalanego przez ogon myśliwca. I tak, elektronika działa w Henkeiu identycznie co w federaliście, te same dźwięki, te same światełka, ten sam pobór mocy z dwóch baterii AAA (z Ikei!) zamontowanych w silnikach.



Czas na porównania w trybach robotów. Który wygląda lepiej? Na pewno w białym bardziej wyróżniają się dysze silnika. W sumie obie kolorystyki są dobre, tylko że w przypadku Powerglide'a tylko jedna jest słuszna i sprawiedliwa.


Korzystając z faktu, że odcienie bieli w obu figurkach są bliżone (bo nie takie same), Henkei może pożyczyć (ukraść?) swojemu sobowtórowi zza wielkiej wody jego broń by zbliżyć się do tytułu Złego Tyłka.

Kolejny raz korci mnie odpalić markery od Gunpla... ostatnio zaczynają mi przeszkadzać lufy którym brakuje głębi lub przynajmniej czerni dającej takowe złudzenie.

To już koniec tej osobliwej galerii, której głównym celem egzystencji, poza oczywistym daniem mi szansy na natłuczenie nowych zdjęć, było pokazanie Japończyka z porównaniem z Amerykaninem w tle. No więc, co z tego wynika? Od technicznej strony jest to ta sama figurka, wykorzystująca ten sam projekt i linię produkcjyjną. Obie figurki dzielą te same wady i zalety, mają stawy działające z taką samą wydajnością, takie same wzory wymalowane na poszyciu. Odwrócone proporcje kolorów, oto główna różnica i to ona powinna dla potencjalnego nabywcy decydować po który wariant sięgnąć. Jako osoba pamiętająca i nawet lubiąca Powerglide'a, uważam Henkeia za nieco lepszy wybór, bardziej pasujący do wzoru stworzonego 25 lat temu. Takim jak ja polecam więc Japończyka, nawet jeśli zdobycie go jest nieco bardziej kłopotliwe
Osobom którym bardziej zależy na samej zabawce, bez doszukiwania się historii i osobowości robota które ten kawałek plastiku reprezentuje spokojnie mogę zasugerować Universe'a 2.0. Można go dostać na Allegro w granicach 120-140 zł i może być u was w ciągu tygodnia. Jego kolorki też są w porządku, nawet jeśli nie ma w nich tyle Powerglide'a co w koledze obok. Ale jeśli Powerglide to dla was tylko kolejna pozycja na rozrastającej się liście posiadanych figurek Transformers, nie będzie miało to większego znaczenia.
KONIEC