TRANSFORMERS GENERATIONS
CYBERTRONIAN OPTIMUS PRIME


Przynależność: Autobot
Podseria: Transformers: War For Cybertron
Transformacja: Cybertroński samochód opancerzony
Klasa: Deluxe
Rok wydania: 2010
Producent: Hasbro

Tekst: Wallas
Zdjęcia: Wallas
Materiał dodano: 18.11.2011

Zapewne część z Was pamięta taką jedną grę którą wydano na Pecety i konsole mniej więcej rok temu. Zwało się to Transformers: War For Cybertron i było to produktem o dwóch celach głównych: po pierwsze, pokazać graczom że gra akcji z napisem Transformers niekoniecznie musi być kiepska i nie warta uwagi (co wydane poprzednio gry z Bayformers sugerowały), a po drugie, pokazać genezę wojny Transformerów szerszemu gronu i spróbować z tego zrobić jedną, oficjalną wersję. Co prawda ja nie kupuję wydarzeń z WFC jako kanon Transformers którym Hasbro chciałoby aby było (idee z War Within, później przerobione i wzbogacone przez komiksy IDW pasują mi bardziej), ale trzeba przyznać, gra się w miarę przyjemnie. Sam nie skończyłem jeszcze tej gry, jednak na moje usprawiedliwienie, wcześniej byłem zajęty produktami, które Hasbro nam zaproponowało by zwiększyć nasz apetyt na kupienie tej gry. No i oczywiście by się wzbogacić, oferując nam w zamian nowe kawałki ciekawie zaprojektowanego plastiku do postawienia na naszych półkach.

Aby promować WFC, w ramach linii Generations, kontynuującej chlubną tradycję Classics i Universe 2.0 jako doręczycieli uwspółcześnionych wersji naszych ukochanych postaci z G1 i okolic, wydano 5 Transformerów opartych na projektach z gry, dla wyróżnienia opisanych jako "Cybertronian". W tej wesołej gromadce znaleźli się Bumblebee, Cliffjumper (pot. łatwy sposób na zarobienie drugi raz na inaczej pomalowanym Bumblebee), Soundwave, Megatron i Optimus Prime. Jak łatwo wywnioskować z nazwy tej recenzji, my spojrzymy dziś na tego ostatniego, a gwarantuję Wam, jest na co popatrzeć.


TRYB POJAZDU

Oto Prime w swoim trybie alternatywnym, sześciokołowym samochodzie opancerzonym z planety Cybertron. Zapewne wielu nowszych fanów którzy dołączyli do nas dopiero niedawno spyta się gdzie tu widać samochód, bo poza kołami nie ma wielu argumentów za nazwaniem tej maszyny autem. Mają w tym rację, ale ich reakcja z pewnością rozbawi starszych miłośników serii. Niektórym trudno jest nazwać ten pojazd samochodem, bo wizualnie nie pasuje do definicji ziemskiego samochodu, zwłaszcza przez brak kabiny kierowcy i otaczających jej szyb. Jednak z tym Transformerem jest to raczej logiczne. Cybertron jest zamieszkiwany przez roboty które same są sobie kierowcami, a że żyją głównie w towarzystwie istot im podobnych, kokpit w którym mógłby zasiąść ktoś inny jest dla nich zwyczajnie zbyteczny. Jest to o tyle zabawne, że w pierwszych kilku próbach pokazania Transformerów przed przybyciem na Ziemię, ich tryby alternatywne mimo wszystko posiadały kokpity, co dobitnie prezentował, nomen omen, sam Optimus Prime, zwłaszcza jego wersja Wa Within. Tworząc nowy wygląd dla postaci z War For Cybertron, projektanci wzięli ten łatwy do przeoczenia detal pod uwagę i dzięki temu nowe (stare?) tryby alternatywne naszych bohaterów są, że tak powiem, bezzałogowe, posiadając co najwyżej przypominające szyby zestawy sensorów. Wygląd też nie jest tak istotny jak pancerz i zwrotność, więc postacie takie jak widoczny powyżej Prime mają proste, wręcz minimalistyczne formy które wyglądają jak opływowe klocki na kołach. I muszę przyznać, że jest to miły powiew świeżości na tle całej masy Transformerów stawiających wygląd wyżej od funkcjonalności.

Trzeba przyznać, że ta zabaweczka dobrze odwzorowuje wygląd pojazdu Prime'a z gry, który był w skrócie dwukolorową bryłą z rurami wydechowymi, światłami i (czasami) trzema osiami kół. Jeśli można by się do czegoś przyczepić to właściwie słabo (wcale) zamaskowane uda robota - na ekranie komputera w tym miejscu znajduje się jeszcze jeden płaski panel karoserii osłaniający kończyny dolne do końca. Mogę jednak zrozumieć pominięcie tego elementu; jego uwzględnienie było w pełni możliwe, ale dodałoby sporo niepotrzebnego balastu do trybu robota.

Z boku jednolitość pojazdu jest widoczna jeszcze bardziej, "najatrakcyjniejszym" aspektem są chyba nacięcia na karoserii które sugerują sporą liczbę części tworzących nadwozie. Z jakiegoś powodu bawi mnie, że połowa z nich to zmyłka. Ciekawi mnie też po co te gwiazdki w kołpakach...

Przód wydaje się być bardzo inspirowany niezrealizowanym projektem Prime'a z Transformers Transtech, gdzie jego tryb pojazdu posiadał własną twarz. Tutaj, dzięki częściom klatki piersiowej robota wystającym spod warstwy przedniej karoserii, również mamy taki efekt. Srebrne "oczy" plus usta potencjalnie schowane za grillem... w tym samochodzie naprawdę coś siedzi i nie jestem pewien czy to dobra nowina dla osoby stojącej na jego drodze. Jedyne co mi nie odpowiada na tym zdjęciu to wyraźna modułowość przodu, gdyby części były tylko ciut bliżej siebie, wrażenie integralności byłoby o wiele mocniejsze.

Malowanie niektórych części na tej figurce jest naprawdę solidne, co widać na przykładzie niebieskiej klapy z z czerwonymi i srebrnymi wykończeniami; nawet jeśli na zdjęciach różnice tonalne między farbą a wstrzykniętym plastikiem są wyraźne, na żywo trudno to zauważyć. Srebrnej farby niestety nie ma tu za dużo i części tej zabawki niezdominowane przez błękit i czerwień okupuje średniej urody szary. Jest to praktyka powszechna w wersjach amerykańskich, ale na usprawiedliwienie projektantów szary plastik jest lepszym rozwiązaniem gdy używa się go do części związanych z ruchem i transformacją zabawki. Fani robo-modelarstwa, na przykład typu Gundam, też często zwracają uwagę na to, że umieszczanie farby przy stawach zmniejsza zakres ruchów modelu, a lakier w tych miejscach bardzo łatwo się ściera. No nic. Poza walorami estetycznymi, tył ma jeszcze jeden istotny aspekt: posiada port na uzbrojenie.

Dzięki temu pseudo-heksagonalnemu otworowi, który po transformacji będzie dokładnie w środku krocza Prime'a, nasz samochodzik może jeździć po spowitych ogniem drogach Cybertronu odpowiednio przygotowany do walki z Decepticonami. Broń Optimusa w tej zabawce to oczywiście karabin jonowy, który jest obowiązkowym wyposażeniem każdego liczącego się wizerunku G1 Prime'a. Wersja z Generations jest o tyle ciekawsza od innych, że może się transformować do formy bardziej przypominającej wieżyczkę niż broń ręczną... co biorąc pod uwagę fakt, że auta rąk nie mają, jest to miłym dodatkiem. Karabin, naturalnie, może się obracać w swoim mocowaniu o pełne 360 stopni.

Cieszy też fakt, że otwory na uzbrojenie w serii Generations są względnie uniwersalne i będzie do nich pasować większość armat z serii takich jak G1, G2, Energon, Cybertron, Dark Of The Moon, czy Classics, co pozwala naprawdę fachowo zwiększyć siłę ognia naszego pojazdu. Dla poparcia tego stwierdzenia na swoim Optimusie zamontowałem główne działo z G1 Metroplexa, prawie tej samej długości co sam użytkownik.

Czas na porównania z innymi Optimusami. Po prawicy naszego dzisiejszego bohatera parkuje G2 Combat Optimus Prime, zaś po lewicy spoczywa zrecenzowany jakiś czas temu przez 805K1ego Classics Deluxe Optimus Prime. Obaj kompani wymiarowo reprezentują klasę Deluxe, i nasz WFC Prime nie wygląda na ich tle na specjalnie małego, żeby nie powiedzieć, że jest wizualnie najbardziej masywny z tej trójki.

Na tym zdjęciu, na którym naszej figurce towarzyszy Classics Voyager Optimus Prime i G2 Prime, widać interesujący aspekt designu wersji Cybertronian. Po jego kolegach od razu widać, że to Prime, potężna ciężarówka walcząca o wolność kosmosu wszędzie gdzie grasuje zło. A nasz Prime? Jasne, ma kolorystykę która jednoznacznie mówi "Optimus Prime", ale nawet przy kilku cechach zbieżnych z innymi wersjami tej postaci (grill, dwa oka/ okna z przodu, sześć kół, dwie rury wydechowe), wydaje się mniej, wybaczcie neologizm, Prajmowaty od innych. Taki design bardziej przywodzi na myśl innych bysiorów walczących pod czerwonym sztandarem, na przykład Ironhide'a czy Grimlocka, przynajmniej w moim przekonaniu. Ja to tłumaczę w następujący sposób: po pierwsze, w grze War For Cybertron Optimus dopiero co przejął dowodzenie nad armią Autobotów, wcześniej będąc tylko zwykłym żołnierzem/ oficerem, więc posiadał w miarę zwyczajny, niezbyt zbajerzony tryb alternatywny. Po drugie, co jest o wiele ważniejszym argumentem, wielgaśna ciężarówka z jeszcze większą przyczepą to bardzo niepraktyczny tryb transportowy gdy walka toczy się w całkowicie zurbanizowanym otoczeniu. Mały, szybki i przede wszystkim zwrotny samochód zdolny do wykonywania ciasnych skrętów i nieplanowanych uników przed ostrzałem wroga to o wiele lepszy pomysł i cieszę się że projektanci podeszli do tej kwestii na chłopski (żołnierski) rozum.

Trzy "Cybertron Mode'y" obok siebie: Animated Prime, nasz Prime i WFC Bumblebee, którego też wezmę na warsztat jeśli czytelnicy będą się tego domagali. Nieoczekiwanie Animek pasuję dobrze do pozostałej dwójki, nawet jeśli jego wizja trybu cybertrońskiego ma kompletnie inne założenia.

W tym porównaniu figurki mają już wspólne tylko imię. Cybertron Leader Optimus Prime, tak zwie się to wielkie bydle stojące obok naszego Deluxe'a. Nadal uważam, że w zamkniętych przestrzeniach Cybertronian poradzi sobie lepiej, ale na otwartym polu bitwy, Cybertron zwyczajnie zmiecie przeciwnika z powierzchni planety swoją absurdalną siłą ognia (do dziś jest to chyba najlepiej uzbrojony w trybie pojazdu Prime).

Piątego zdjęcia z porównaniami już nie będzie, czas zająć się trybem robota, który jest równie interesującym obiektem do badań co jego bardziej kompaktowa konfiguracja.


TRYB ROBOTA

A oto nowy dowódca Autobotów w swojej właściwej formie. Czy jest to godne odwzorowanie postaci z gry? Nie. Umówmy się od razu, jeśli ktoś oczekiwał dokładnej repliki Prime'a z ekranu, to źle trafił. Optimus z Peceta/Xboxa/Pees-Trójki to przysadzisty, napakowany Rambo wśród Transformerów, z szerokimi kończynami i potężną klatą. Heroiczny Auto-bysior, można by rzec. To co widzicie powyżej tym nie jest i nigdy nie będzie. Ta figurka się transformuje, a to narzuca na design ograniczenia które model komputerowy może mieć w głębokim poważaniu. W związku z tym trzeba mieć dla tej zabawki wyrozumiałość i oddać jej też trochę sprawiedliwości, że i tak posiada sporo elementów swojego wirtualnego odpowiednika. Poza tym, moim zdaniem nawet jeśli ta figurka nie jest w 100% zgodna z wersją, to i tak wygląda dobrze i posiada cechy zaprawionego w boju robota.

Tył robota jest zdominowany przez koła samochodu oraz pokaźnych rozmiarów płat z jego dachu. Te pierwsze są kanonicznym elementem designu robota, to drugie manifestacją limitów zabawki. Może na ekranie Prime może sobie pozwolić na wciągnięcie do środka wszystkich małych kawałeczków swojej karoserii i wyplucie na ich miejsce pełnego robota, ale figurka akcji już nie. Jasne, model byłby o wiele lepszy bez tego kawałka plastiku, ale nie dało się go uniknąć, dlatego nie będę oceniał go na plus lub minus. I tak projektanci starali się aby był czymś więcej niż tylko niechciąną ozdobą, o czym wspomnę dalej w tym opisie. Z innych interesujących elementów widocznych na zdjęciu warto wymienić sposób montażu górnych kół. Dzięki szerokim elementom na których zamocowano sztyft łączący koła z robotem można by odnieść wrażenie, że koła wręcz opinają się dookoła tych elementów jakby te zawierały ruszające nimi silniki.

Z boku wyraźnie widać, że Prime pochyla się do przodu, ale jest to konieczne by zachował dobrą stabilność. Stojąc na baczność, Prime ma spore szanse na kontakt z podłogą, zwłaszcza na tle takim jak moje gdzie poziomica nie wskazuje idealnie środka. No i znowu widać ten plecaczek. Na szczęście widać też inne rzeczy, takie jak dwa porty na uzbrojenie. To chyba będzie jedna z tych figurek, którą można obwiesić giwerami jak się patrzy.

Góra Prime'a proporcjami mocno odbiega od gry, ale ilością detali dorównuje jej bez większych kłopotów. Szczegóły i mechaniczne wykończenia to bardzo mocna strona tej figurki i w zasadzie jedyne czego można by chcieć więcej to żeby wszystkie blado-czerwone wstawki na Optimusie były podświetlane jak w WFC; bardzo mi przypadł do gustu ten pomysł upodabniający Transformery do postaci z TRONa. No, ale nie można mieć wszystkiego. Przy tej okazji trzeba też wspomnieć o braku artykulacji w korpusie. Przez zastosowaną transformację nie ma mowy o ruchomych biodrach, a i wychył nóg do przodu może być nieco ograniczony przez kroczę zrobione z przedniego zderzaka pojazdu, przynajmniej kiedy ktoś będzie chciał, żeby jego Prime zrobił wysokiego kopa.

Głowę tej figurki zwyczajnie uwielbiam. Trudno nawet powiedzieć czemu, ale jej nowa interpretacja bardzo mi odpowiada. Ma w sobie coś z Hearts Of Steel Prime'a. Zakres ruchu: w porządku, mimo wrażenia jakie może sprawiać przez otaczające ją części, głowa nie ma problemów z pełnym panoramicznym obrotem, a zastosowany staw kulkowy daję też możliwość jej wychylenia nieco do góry i na boki. Jeśli miałbym się czegoś doczepić, to jak głęboko osadzono oczy. Przez większość czasu nie widać ich (a raczej widać ich krawędzie, które nadają oczodołom cechy owada) i trudno znaleźć kąt oglądania figurki z którego są dobrze widoczne. Nie wiem czemu tak się dzieje.

O nogach nie ma za bardzo co mówić. Są dobre i w większości przypadków dają pozom poczucie stabilności. Na pewno pomagają w tym też stopy na stawach kulkowych i wyposażone dzięki transformacji w ruchomą sekcję z paluchami. Widziane powyżej światła tylne pojazdu zazwyczaj spoczywają w swoich dedykowanych niszach pod kolanami (tak jak w grze), ale można je obrócić tak by spełniały rolę nakolanników. Cieszy też fakt, że mamy tu i obracające się na boki uda i podwójny staw kolanowy. W Deluxach te jakże przydatne stawy rzadko chodzą parami.

Ramiona mają niemal już standardową dla nowszych TFów pozowalność, co oznacza obecność obrotu nad łokciem jak również, miła niespodzianka, ruchomy nadgarstek. Przyznam, że trochę się obawiałem tych części pojazdu zakotwiczonych z boków i z tyłu kończyny, ale nieoczekiwanie nie stanowią żadnego kłopotu. To z tyłu nie blokuje obrotu pionowego w najmniejszym stopniu, a boczny panel zgrabnie się odchyla razem z ramieniem przy wychylę na boki. Jeśli mam coś zarzucić ramionom to ich mocowanie do korpusu, specyficznie brak jakiegokolwiek zaczepu blokującego barki w trybie robota. Nie jest to tak irytujące jak w przypadku Generations Kupa, ale Prime ma szansę mieć syndrom zwisających ramion jeśli za bardzo dociążymy jego górne kończyny. Na pocieszenie... wielki, ośmiokątny otwór tuż pod łokciem. Niesamowite jak pusta przestrzeń w pancerzu może poprawić humor, co?

Cały trik leży w tym, że dzięki temu Prime może sobie montować swoją broń na przechowanie w miejscu do którego ma łatwy dostęp. Teraz jeszcze może nie wygląda to epicko...

...ale zmierzamy w tą stronę, i to w niezłym tempie.

Hmm, poza niegłupia, choć wydaje mi się, że wyglądałaby jeszcze lepiej gdyby łokcie miały większe zgięcie. Swoją drogą, ciekawi mnie ilu fanów przeróbek postanowi zmodyfikować tą figurkę tak aby uzbrojenie wychodziło bezpośrednio z łokcia robota, tak jak w grze.

Prime'owi trzeba przyznać jedno: daje naprawdę wiele możliwości mocowania broni. Pozornie mocowanie swojego karabinu w miejscu prawie najbardziej wysuniętym na południe od ramienia jest kiepskim pomysłem. Ale nie tym razem.

Tutaj działa to doskonale. Przy zgiętym łokciu, sięgając za plecy ręka Optimusa ląduje dokładnie na rękojeści karabinu. Nie wiem czy było to zamierzone gdy projektanci dodawali te dodatkowe porty na kołach, ale wyszło to arcyzgrabnie.

A żeby to był koniec możliwości przechowywania broni na tym Transformerze. A gdzie tam. Jak wspomniałem wcześniej, projektanci wyszli z założenia "skoro nie możemy pozbyć się dachu pojazdu, przynajmniej dajmy mu jakąś funkcjonalność". W ramach tej kampanii w klapie dachu umieszczono kolejny zaczep, tym razem dedykowany już tylko karabinowi Prime'a.

W praktyce jest to najmniej użyteczne mocowanie, do którego figurka sama sobie nie sięgnie, a i nawet rękojeść nie wystaje z zza klapy na tyle by stworzyć pozory praktyczności. No cóż, przynajmniej próbowali.

Tego detalu się tutaj nie spodziewałem. Kto grał w kampanię Autobotów i choć raz do rozgrywki wybrał Szefa powinien pamiętać ten ornamencik, który składał się z szeregu klap na plecach Prime'a, które zamknięte formowały symbol Autobotów. Doceniamy dodatek, tylko żałujemy, że zasłania go dach pojazdu i że żeby go zobaczyć naprawdę trzeba chcieć.

A tu taki tryb pseudo-wspomagany, ponownie nawiązujący do tego jak na naszych postaciach nagle coś zaczyna zmieniać położenie gdy tylko przycupniemy na chwilę. Widać tu też mniej więcej stopień wychylenia nogi do przodu na jaki możemy sobie pozwolić bez odpinania panelu ze zderzakiem z tułowia.

To jeszcze nie wszystko co mam do pokazania w tej recenzji, ale w międzyczasie zobaczmy jak wygląda Prime z WFC na tle innych figurek z mojego arsenału. Weźmy takiego Classic Deluxe Optimusa, dla odmiany w formie robota. Pierwsza myśl: WFC na tym zdjęciu robi wrażenie topornego czołgu na tle swojej ziemskiej formy, która przez fakt bycia mniejszą i szczuplejszą, zdaje się być znacznie szybszą i zwinniejszą jednostką. Czyżby optymalizacja rozmiarów by zmaksymalizować wydajność?

Wizualne bysiorstwo WFC Prime'a za to pasuje jak ulał do Classic Voyagera, który też wydaje się względnie szczupłą figurką, ale nadrabia braki w pakerstwie konkretną siłą ognia. Poza tym mamy tu więcej podobieństw w designie i naprawdę można odnieść wrażenie, że oba roboty to jedna i ta sama postać w dwóch etapach życia.

A tu pozowanie z tak zwanym pomysłem. Aż mi się przypomina pierwsza misja Autobotów z War For Cybertron gdzie trzeba było przemierzać autostrady Iaconu (najlepsze autostrady to takie które formują się dosłownie 10 metrów przed tobą gdy jesteś rozpędzonym samochodem) i jednocześnie opędzać się od chmary Decepticońskiego mięsa armatniego. Co ciekawe, jak na razie widoczny na zdjęciu WFC Bumblebee nie jest w wnerwiający! Fakt, pachnie od niego trochę młodzieżowym szaleństwem, ale po akcji jaką odstawił w intrze Autobotów trudno mi go jakoś nie akceptować jako sterowanego przez komputer pomocnika.

Tak wiem, wbrew temu co napisałem na wstępie, ciągle nawiązuję do gry. Nic nie poradzę, akurat jak to piszę przechodzę ją po angielsku. A skoro o rozgrywce na Cybertronie mowa, to jeśli gracie Prime'em, staniecie do walki mając tylko jedną broń w arsenale, drugą musicie sobie znaleźć gdzieś po drodze. A gdy to tego już na nią natraficie...

...można zacząć wydajnie kosić jednego żołnierza Conów po drugim. Wiadomo, działa Powermaster G1 Prime'a to nie to samo co X-12 Scrapmaker (kocham nazwę tego TFowego Miniguna), ale i tak wygląda to nieźle.

A skoro nasz bohater ma aż osiem portów na giwerki, obrazek niezły można zamienić na obrazek epicki. John Rambo IV Optimus Prime idzie na łowy.

 

Czas na podsumowanie. Bardzo lubię tą figurkę. Tryb pojazdu ma tylko jedną wadę: słabo zamaskowane nogi robota, które zostawiono odsłonięte nie zwiększać jeszcze bardziej powierzchni panelu z dachem, który z kolei jest największą wadą trybu robota. Ewentualnie fajnie by było mieć jeszcze zaczepy które zabezpieczyłyby by ramiona przez powolnym opadaniem jakie widać na zdjęciu Rambo. Panel ze zderzakiem nie przeszkadza mi ani trochę, siedzi na miejscu w miarę stabilnie (na moim egzemplarzu), a moje pozy nigdy nie wymagają wychylenia nóg na tyle, by zderzak zaczynał wchodzić w drogę. Z rzeczy które mi bardzo przypadły do gustu mamy ogólny design, pełen szczegółów i odwzorowujący wirtualną wersję postaci na tyle ile może to robić transformująca się zabawka. Pozowalność też jest niezła. Gdybym miał oceniać tego robota jako coś co nie jest Prime'em, zdecydowanie przekonałoby mnie do niego to na ile różnych sposób można tu zamontować broń, a przy wykorzystaniu wszystkich ośmiu portów na uzbrojenie naraz, zyskujemy cudowne efekty. Końcowy bilans figurki to mocny dobry plus/ bardzo dobry minus i jeśli ktoś rozważał zakup tego robota, mogę tylko poprzeć pomysł wydania funduszy na WFC Prime'a. Nie jest to idealny, ale wciąż bardzo satysfakcjonujący Transformer.

 

KONIEC


Powrót do strony głównej