TRANSFORMERS: GENERATIONS
THRUST


Przynależność: Decepticon
Transformacja: Ciężko zmodyfikowany myśliwiec F-15
Klasa: Deluxe
Rok wydania: 2010
Producent: Hasbro

Tekst i zdjęcia: Wallas
Materiał dodany: 02.02. 2011

Nie jestem w stanie powiedzieć, czy Stożkogłowi, znani również jako Seekerzy drugiej generacji, to popularna podgrupa. W serialu ich rola zazwyczaj ograniczała się do szeregowych pomagierów polowych. Tu czasem dopełniali masowy ostrzał Autobotów, tu czasem powbijali się w góry gdy goniąc Autobocki patrol nie zaważyli w porę tunelu... W sumie to chyba ich najważniejszym występem był odcinek G1 „Dziewczyna która kochała Powerglide'a”, w którym to oni stanowili główną reprezentację Decepticonów wysłaną by porwać kobietę chronioną przez Autoboty. Co prawda w odcinku tym widz przekonał się że sługusy Megatrona nie są przystosowane do walki na jarmarkach i jeden pyskaty Autobot jest w stanie kupić sobie dostatecznie dużo czasu by im bezpardonowo zwiać, ale jednocześnie w tym samym epizodzie Ramjet, Dirge i Thrust pokazali, że jak chcą to potrafią być kozakami. Czyli w sumie postacie te podzieliły los większości gigantycznej obsady serialu The Transformers: niby tam byli, ale nie zapadli aż tak bardzo w pamięć.

Mimo tego, jak to bywa w pełnym paradoksów życiu każdego kolekcjonera, gdy tylko na półkach sklepowych trzy lata temu ujrzałem (i kupiłem) Ramjeta, od razu zapragnąłem mieć na swej półce Dirge'a i Thrusta (syndrom pełnej podgrupy, jak to nazwał mój psychoanalityk). W swej nieskończonej bezczelności Hasbro niedługo potem wydało tych dwóch panów... jako figurki ekskluzywne (a zatem potwornie drogie, limitowane i żadną miarą nieosiągalne w Polsce przy względnie normalnej cenie) dla Botconu. Następny pstryczek w nos zadało mi Takara-Tomy, wydając własne figurki tych postaci. Równie, jeśli jeszcze nie bardziej ekskluzywne. I weź tu człowieku zbieraj ruchomy plastik.

Hasbro jednak się w końcu zreflektowało i słuchając głosu fanów (i niewątpliwie swojego portfela), postanowiło w ramach Generations wydać pozostałych Conehead'ów. Dirge jest drodze, jednak póki łaskawie nie przywlecze swego niebieskiego tyłka na sklepowe, nadwiślańskie półki, my, Transformery.pl, raczymy Was dziś recenzją jego brata, Thrusta.


TRYB POJAZDU

Zanim zaczniemy mówić o tej figurce jak należy, muszę zwrócić uwagę na specyficzność tego modelu: Thrust od strony konstrukcyjnej w 80% jest kopią Ramjeta, różnice w designie to tylko i wyłącznie tylne usterzenie, skrzydła i podczepione pod nie uzbrojenie (skopiowane ze Starscreama). Zapewne znajdą się osoby niezadowolone z takiego obrotu spraw, ale pamiętajmy, że w G1 Seekerzy byli właściwie jednym robotem z różnymi kolorami, osobowościami i lekko spersonalizowanym uzbrojeniem. Pod tym względem projektanci są konsekwentni przenosząc te postacie w XXI wiek, nawet jeśli podstawowy projekt F-15 stworzony dla tych Decepticonów wydaje się nie do końca dopracowany. Trudno, pracujemy z tym co mamy.

Thrust jest zwyczajnie piękny w trybie samolotu. To może osobliwy sposób na rozpoczęcie opisu właściwego, ale odkąd wyrwałem go ze szponów opakowania nie mogę spuścić tej zabaweczki z oczu. Nie mówię tu o tym, że wizualnie części myśliwca są pierwszej klasy, bo wyglądają nieco...no, zabawkowo. Nie, moją uwagę przykuł genialny bordowy stanowiący lwią część kolorystyki tego modelu. Trudno powiedzieć, na ile zdjęcia to ukazują, ale Thrust został wykonany w większości z plastiku który ma cudownie zwiewną przeźroczystość, tak powiedzmy 10%. Stanowczo za mało by widać było elementy pod wierzchnią warstwą, ale wystarczająco by obcujący z tą figurką człowiek bez trudu zauważył, że coś tu jest nie tak. Efekt jest niezwykły i sprawia, że Thrust do pewnego stopnia wygląda jak produkt wręcz kolekcjonerski a nie zabawka którą można kupić za 60 zł w supermarkecie.

Światło którego używam w swoim studiu doskonale uwydatnia mnogie detale widoczne na kadłubie Thrusta. Gdyby nie to, że ma ciemne poszycie, można by się pokusić o zpanelowanie go tak aby zawsze były widoczne, ale białe linie detali na bordowej figurce to raczej średni pomysł.

Z boku Thrust wygląda bardzo podobnie do Starscreama i Ramjeta. Główna linia podwozia wysłużonego F-15 została nieco przekroczona, ale przy podczepionych Null Ray'ach, czy jak tam to się nazywa u Thrusta, nie widać tego. Widać za to brak normalnego podwozia. Z przodu wciąż kółka powstają z turbin osadzonych w klatce piersiowej robota (choć tym razem ich boki -są- pomalowane tak by pasowały do reszty korpusu), z tyłu podwozie sprowadza się do wypustek osadzonych pod stopami huma(mecha?)noida. Konsekwencja designu... tia.

Rzut z góry pokazuje, że na tle Dirge'a czy Ramjeta, konfiguracja skrzydeł Thrusta nie jest tak skrajnie zmieniona w stosunku do klasycznego F-15, pola nośne jakby bardziej przystosowane do manewrowania podczas pionowych startów i lądowań które są znakiem szczególnych tego Decepticona.

Skrócony nos myśliwca, w tym miejscu wszystko jest identyczne z Ramjetem w stu procentach. Z jakiegoś nieznanego powodu Thrust ma wnętrze kabiny pilota pokryte chromem, co jest nieco nietypowym miejscem, na pewno nie takim gdzie walory estetyczne chromowanych części mogłyby zalśnić najbardziej przy pomarańczowej owiewce.

Silniki na skrzydłach to element definiujący Thrusta, zapewniający mu zdolność VTOL (pionowy start i lądowanie). Oba silniki są w sumie prostymi konstrukcjami, jedyne co w nich względnie ciekawe to obracające się turbiny. I możliwość demontażu znad skrzydeł i przeniesienie ich w inne miejsce. Tak się bowiem składa, że nie są tam przyspawane na stałe, tak samo jak podczepione po nimi Null Raye. Thrust posiada w sumie sześć gniazd (2 nad skrzydłami, 2 pod skrzydłami, 2 pod tylnymi sterami) między którymi można swobodnie wymieniać akcesoria (także te z innych figurek Classics/Universe 2.0/ Generations, jeśli mają uchwyty w odpowiednich kształtach).

A tak wygląda nasz Tropiciel, że tak powiem, goły i wesoły. Nadal poleci, choć bez pasa startowego pionowo nie wzleci.

Wszystkie moje trzy TFy z korpusem typu Classic Seeker. Podoba mi się to jak widać w nich tak podobieństwa konstrukcyjne, ale mają w sobie coś, co psychologicznie nie sprawia że są żenującą powtórką z rozrywki którą na zdrowy rozum są. Który wzbudza w was największe pożądanie?


TRYB ROBOTA

Pierwsze wrażenie w tym trybie to.... osobliwe deja vu. Jak wspomniałem, ta figurka to w 80 procentach inaczej pokolorowany Ramjet i w tym trybie, gdzie skrzydła schodzą na dalszy plan, jest to dobitnie widoczne. Wiadomo, że taka jest natura Seekerów, ale mimo wszystko Thrust to figurka którą widzieliśmy trzy lata temu minus kilka zmian kosmetycznych.

Trzeba jednak przyznać, że z trzech Seekerów których mam, Thrust wygląda zdecydowanie najlepiej. Wyraźne barwy, doskonała mieszanka kolorów (arcy-wypaśny bordowy!!), ostre linie typowe dla designów G1... półka będzie tego pana lubić.

Muszę jednak przyznać, że jako osoba pamiętająca jak Thrust wyglądał w kreskówce, jestem nieco zły na projektantów. Mowa oczywiście o... zgadliście. Skrzydłach. Kto widział poczciwy serial Sunbowa (Toei?) wie, że Seekerzy drugiej generacji odróżniali się od swoich starszych pobratymców nie tylko kształtem głowy, ale również osadzeniem lwiej części skrzydeł ze swoich form myśliwców nie na plecach, jak to już tradycyjne dla większości Transformerów, ale na nogach. Już wiemy, że Ramjet i Dirge sobie z tym poradzili w miarę nieźle, ale Thrust, który kanonicznie nosi swoje płaty nośne i silniki VTOL na udach... no, powiedzmy, że coś mu to nie wychodzi. Skrzydełka są fajne, ale zwyczajnie nie tam gdzie trzeba. Co jest o tyle durne i nie przemyślane, że wystarczyłoby pozwolić im sterczeć z pleców tak jak były w formie samolotu. A figę, ramiona wchodzą w drogę. Możnaby temu zaradzić wyciągając do tyłu te małe prostokątne zawiasy na których obracają się skrzydła, ale że są ze Starscreama, nie oferują ruchu _/-- który byłby potrzebny żeby Thrust był bardziej pierwszogeneracyjny. W pytkę Zbycha, no...

Góra figurki wygląda bombowo. Ostre, ładne kolory. Ok, tylko na temat superlatyw, wracamy do skrzydeł. Ponieważ posiadają gniazda do mocowania VTOLi po obu stronach, są różne opinie gdzie te bordowe cegły z turbinami powinny być. Wiele zdjęć w sieci sugeruje, że ich miejsce jest z przodu, tuż za ramionami. Ja jednak się od takiej konfiguracji powstrzymam, bo wtedy między skrzydłami a kończynami nie ma praktycznie miejsca na jakikolwiek ruch, przynajmniej nie z zamontowanymi miotaczami. Nie ma rady, tył skrzydeł to jedyne sensowne wyjście.

Głowa jaka jest każdy widzi. Względnie dobrze pomalowana, z żółtymi ślepiami tak charakterystycznymi dla tego robota.

Podobnie jak u Starscreama, mamy wolną rękę w kwesti ustawienia tylnych sterów myśliwca. Z mojego punktu widzenia pozycja na prawej nodze jest bardziej praktyczne, bo dzięki małemu zaczepowi ster nie lata w górę i w dół wedle własnego uznania.

No, z miotaczami w tej (mojej) figurce jest pewien kłopot, przynajmniej z prawym. Z jakiegoś nieznanego powodu bolec mocujący broń w ramieniu chce wchodzić głębiej niż pozwala na to samo wgłębienie, przez co miotacz lata i wypada ze swojego przewidzianego miejsca przy pierwszym lepszym przechyleniu figurki w prawo. Jest to o tyle dziwne, że lewe ramię tego kłopotu nie ma. Mimo wszystko przez ten feler mój Thrust się kiepsko sprawdza jako zabawka, którą ktoś mógłby wymachiwać na wszystkie strony tak jak typowym przedmiotem używanym przez osobniki powyżej piątego roku życia. Fakt, że ja go tak nie używam wcale niczego tu nie usprawiedliwia.

Jedna rzecz lepiej rozwiązana na tle Starscreama to skrzydla o kształcie który pozwala Thrustowi podnieść ramiona do strzału... no powiedzmy. Jak widać powyżej, lepiej wcale nie oznacza "jak należy". Thrust tak samo jak Starscream, Thundercracker i Skywarp, nadal nie może wyciągać uzbrojonej ręki naprzód (to potrafi tylko Ramjet i Dirge) ani wychylać je na bok gdy działka są ustawione równolegle do ramion (ze względu na przerośnięte giwery tego nie potrafi już żaden Deluxe oparty na tym projekcie). Rozwiązaniem byłoby przesunięcie zaczepów broni bliżej jej końca, ale z jakiegoś powodu ten pozornie prosty pomysł ciągle umyka uwadze projektantów.

Moi trzej Seekerzy w komplecie. Nawet na zdjęciach widać już, że Thrust jest wykonany z najlepszego plastiku spośród tego tria. Starscream wygląda tandetnie z tym szarym, wręcz podróbkowym plastikiem którego lichą jakość widać zwłaszcza w głowie, twarz z tej odległości przypomina rozmazaną plamę z testów psychologicznych. Ramjet jest nieco lepszy, choć jego perłowy odcień materiałów nie jest aż tak istotny jak zwiększona na tle pozostałych dwóch panów funkcjonalność figurki akcji.

No, to jest osobliwa ciekawostka. Wiele nowych figurek wykorzystuje wprowadzony pod koniec ROTFu system mocowania broni oparty na półokrągłych zaczepach, dzięki któremu figurki mogą się wymieniać uzbrojeniem lub gromadzić giwery całej półki na jednym transformującym się stojaku który po takim zabiegu staje się rywalem dla Chucka Norrisa.. Tego w Thruście nie uraczycie. Ale i tak można go bardzo solidnie obwiesić pukawkami. W końcu jakieś 70% wszystkich robotów z Classics/ Universe 2.0/ Generations używa broni z kochanymi przez wszystkich okrągłymi bolcami i otworami, których u Thrusta pod dostatkiem. Gdyby zdemontować z niego silniki, naraz możnaby mu zainstalować 12 różnych elementów uzbrojenia. Na fotce powyżej nasz Stożkogłowy wykorzystuje ten potencjał tylko w połowie, a już wygląda to niczego sobie.

 

Podsumowując... Thrust nie zrobił wiele, by ulepszyć starzejący się już, wadliwy projekt Seekera sprzed pięciu lat. Tytuł najmniej zacofanej technicznie figurki z tym typem ciała wciąż pozostaje własnością Ramjeta. Jeśli ktoś chce kupić tego Transformera jako pozowalną figurkę akcji która idealnie wpisze się w sceny bitewne odgrywane na waszych półkach... to będą to zmarnowane pieniądze. Pod tym względem Thrust nie sięga nawet kostek tak przemyślanym i dobrze zaprojektowanym figurkom jak Drift, który prawdopodobnie stoi w sklepie tuż obok i do tego z taką samą ceną.

Siła Thrusta leży w jego wyglądzię. Jako statyczna figurka robiąca głównie za ozdobę, sprawdza się doskonale i to w obu trybach. Dawno nie widziałem TFa którego kolorystyka tak mnie przyciągała, bordowy plastik stanowiący większość tego Decepticona jest zwyczajnie cudowny i jeśli ktoś się uważa za konesera dla którego zabawki mają głównie łechtać zmysł widzenia, powinien mieć Thrusta właśnie ze względu na doskonałą kolorystykę.

KONIEC


Powrót do strony głównej