GENERATIONS
DRIFT



Przynależność: Autobot
Transformacja: Samochód do driftingu
Rok wydania: 2010
Producent: Hasbro

Tekst: Ulv
Zdjęcia: Wallas
Materiał dodany: 23.12.2010

___

Są na tym świecie rzeczy, których ogarnąć nie jestem w stanie. Jedną z nich jest fascynacja kulturą japońską. Nie żrem surowej ryby, mam w domu patelnię. Komiksy czytam jak mnie w szkole nauczyli - od pierwszej strony do ostatniej. Anime kojarzy mi się wyłącznie z przebojem Bohdana Smolenia "Ani be, ani me, ani kukuryku". Wódę robi się ze zboża. Ryżu używam tylko w kombinacji z sosem z paczki. Między krzaki nie wchodzę, bo nie chcę pozaciągać sweterka, tym bardziej nie potrafię ich czytać. Wojowników ninja i samurajów uważam za ostatnich cieniasów - nasi chłopcy mieli skrzydła na plecach, na przedzie zaś dorodne brzucho przewiązane pasem słuckim, a trzęsła się przed nimi cała Eurazja. Czy jestem w stanie przetrawić krzyżówkę ukochanych transformerów ze znienawidzonym orientem? Przekonajmy się.

Na plan trafia pierwsza figurka z serii Generations, a jednocześnie najnowsza postać dodana do Generacji Pierwszej - Drift. Nie ukrywam, fanem tego bohatera nie jestem. Świat Transformers ma do zaoferowania wiele różnorakich charakterów, ostatnie czego w nim potrzeba to robot stylizowany na chińsko-japońskiego wojownika. Figurka Drifta zebrała bardzo pochlebne recenzje na zachodnich portalach tematycznych, ale ja nie czytuję wypocin gamoni zza oceanu. Mam swoje widzimisię i stanę na głowie, by obiektywnie zjechać... eeeee... to jest ocenić swój nowy nabytek.



TRYB POJAZDU



W tym przypadku imię wiele mówi o figurce. Alt mode Drifta to samochód przeznaczony do udziału w zawodach driftingowych. Jeśli nic Wam ta nazwa nie mówi, nie martwcie się, już spieszę z wyjaśnieniami. Drifting to narodowy sport w Japonii, polega na jeździe kontrolowanym poślizgiem przy dużych obrotach kół, boksowanie napędu, utrata przyczepności i nadsterowność powodują ekspresowe zużycie ogumienia wozu. Od razu ostrzegam - nie próbujcie takich numerów w swoim samochodzie. Ta technika jazdy wymaga ogromnych umiejętności i auta z napędem na tylną oś. Jeśli wejdziecie w poślizg Cieniasem albo Gofrem, macie sporą szansę wkomponować się w okoliczną florę, lub ozdobić przydrożny mural swoim mózgiem.


Drift w formie wozu prezentuje się zacnie, choć karoseria miejscami wygląda jakby ktoś testował na niej przecinarkę kątową. Cięcia widoczne w trybie pojazdu są jednak dobrą wróżbą na przyszłość - im mniej jednolitych powierzchni, tym większa szansa, że robot nie będzie poobkładany z każdej strony wielkimi panelami nadwozia. Pamiętajcie myśl przewodnią kolekcjonerów: "...a przecież i tak nikt nie trzyma figurki w alt mode".


Odkryłem nowe zastosowanie dla ofert japońskich knajp, które lądują pod moimi drzwiami. Do tej pory stosowałem je jako kiepską alternatywę dla srajtaśmy (nie znoszę podcierania śliskim papierem), dzisiaj posłużyły mi za słownik. Kleks na drzwiach Drifta znaczy "samuraj" (lub "rosół z kury", zależnie od dialektu). Alusy pojazdu to piękna historia. W wielu modelach japońskich aut stosuje się felunek bardzo podobny do tego, na którym stoi Drift. Za felgami widać cieszący oko szczegół - tarcze hamulcowe. Uwielbiam takie pierdółki.


Hasbrosi zaszaleli. Mucha nawet nie pomyśli, by tyłek posadzić. Przód pojazdu to uczta dla konesera. Wloty powietrza, widoczne elementy zawieszenia, sportowe bajery i wisienka na torcie, przy której wszystko inne blednie jak albinos z chorobą morską na rejsie transatlantyckim - reflektory z transparentnego plastiku z zarysowanymi żarówkami. Nawet Kim Basinger w "9 i pół tygodnia" nie wyglądała lepiej.


Niemal cała kabina wozu została przeszklona przezroczystymi szybkami. Wewnątrz bez rozkoszy, ale i tak ma się ochotę wejść i powąchać tapicerkę. Drift jest dowodem na to, że jak się chce, to można. I pytam grzecznie - dlaczego każda figurka nie może poszczycić się taką jakością i stylem wykonania?


Nie wjeżdżaj na podnośnik jeśli jesteś transformersem. Wszystko się wyda. Jak widać na powyższym obrazku, panele nadwozia zaciskają się ładnie i szczelnie. Jeśli z poprzednich zdjęć odnieśliście wrażenie, że coś tu nie styka, spójrzcie dokładnie - elementy przylegają do siebie idealnie. Bardzo dobrze wygląda system montażu uzbrojenia, które komponuje się z układem jezdnym wozu.


Japońskie ścigacze słyną z niewielkich rozmiarów i małej masy. Na zdjęciu widać jednak, że Drift w formie pojazdu jest stosunkowo duży i ciężki. Wielkością przerasta potężnego pickupa GMC, niemalże równając się z samochodem ciężarowym (figurką klasy Voyager). Tęga bryka, nie ma co.



TRYB ROBOTA



Transformacja Drifta jest typowa dla linii wywodzących się z Classics - bardzo szybka i niesamowicie przyjemna. Po jej ukończeniu powinniśmy otrzymać robota z poniższego obrazka.

Fajny, nie? Artykulacja figurki to mistrzostwo świata. Szczerze mówiąc trochę się boję, że w lecie z Drifta zaczną się wylęgać komary, podobno bardzo lubią składać jaja w stawach.


Na plecy figurki zawsze trzeba ponarzekać. Grzbiet Drifta jest jednak stosunkowo estetyczny i pod pewnym względem różni go od innych transformerów: ma zastosowanie praktyczne. Z tyłu modelu mieści się uchwyt na pokaźny miecz. Wielką rzadkością jest możliwość całkowitego rozbrojenia figurki. Niemal każdy kolekcjoner uzbraja swoje modele aż po plomby w zębach. Ja lubię mieć alternatywę.


Górna partia ciała Drifta charakteryzuje się lekkością i dużym zakresem ruchu. Ramiona figurki są maksymalnie odciążone, wszelkie bryłki, kosteczki i płytki zostały przerzucone na nogi i barki. Trzeba przyznać, takie rozwiązanie jest cholernie pomysłowe. Odciążony korpus nie przeważa modelu, a masywne nogi utrzymają Drifta w pionie nawet podczas trzęsienia ziemi o sile 8 w skali Richtera.


Nasz bohater ma coś z psa - cztery brodawki sutkowe.


Design pysia Drifta wymaga okresu adaptacyjnego. Na początku nie mogłem patrzeć na jego wypieszczoną buziuchnę, z czasem zacząłem zauważać detale - kąciki ust wykrzywione w grymasie, hełm stylizowany na uniesione brwi i nos zwężony ku dołowi. Plastyka fizjonomii jest świetna, przekazuje emocje postaci. Drift istotnie wygląda na samuraja, którego ktoś okrył hańbą patrząc zbyt bezczelnie na jego sandały.


Kiedy kasjerka nie może wydać z grubych, zawsze trzeba mieć jak rozmienić na drobne. Niewiele widziałem figurek zdolnych dobyć swego oręża. Jeszcze mniej jest transformerów uzbrojonych wyłącznie w różne typy broni białej. Liczba skrytek w tym modelu to kolejny dowód na wyższość TFów nad dziewczynami - Drift ma trzy pochwy, kobieta tylko jedną.


Co najmniej kilku idiotów zza oceanu nazwało te noże "sztyletami". Niech wpadną do nas, chętnie zademonstruję im różnicę między puginałem, maczetą, kordelasem i finką.


Kosa na plecach, koziki w kieszeniach. Brakuje mu jeszcze tylko brzytwy w bucie i żyletek w dupie.


Wstrzymywałem się z zakupem Drifta w oczekiwaniu na jego takarowską edycję, której miecz miał być wykonany z plastiku. Jak się okazało, guma ma swoje plusy. Jednym z nich jest elastyczna rękojeść, ułatwiająca dwuręczne trzymanie ostrza. System stawów Drifta jest syty jak świnia przy pełnym korycie, ale cudów nie ma - nie da się zrobić wszystkiego. Giętka rękojeść ułatwia sprawę. Jest taka stara zasada: "nie masz, nie pier***". Powinienem częściej sobie o niej przypominać.


Niesławny gumowy miecz od Hasbro, które przez całą dobę strzeże naszych dzieci. Czy to właśnie wyryte zostało na mieczu Drifta? Ostrzeżenie przed wsadzeniem sobie go do oka, ust, lub dziury o innym przeznaczeniu? Otóż nie! Inskrypcja na ostrzu to kanji, japoński język znaków, które (w wolnym tłumaczeniu) głosi co następuje: "najzajebiściejszy pod słońcem", tudzież "nie ma na mnie bata". Poważnie!


Zakład fryzjerski czynny całą dobę. Strzyżenie permanentne powyżej szyi w promocyjnej cenie 20 simoleonów.

 



Nie ma sprawiedliwości na świecie. Tak bardzo mnie wkurza postać Drifta, tak chciałem zjechać jego figurkę. Ale nie mogę! Dlaczego właśnie mnie to spotyka?


Linia Generations zaczęła z wysokiego "C". Dotąd najlepszą współczesną figurką rodem z G1 był dla mnie Classics Mirage. Niestety, Drift zdetronizował go, stając się moim nowym faworytem. Choć potępiam pomysł tak szybkiego wydania zabawki nowej postaci, muszę przyznać, że Hasbro zrobiło ją naprawdę bardzo dobrze. Przyczepić się mogę tylko do braku obrotowego stawu w pasie, ale w tej cenie i klasie nie można mieć wszystkiego. Drift to małe cudo, które można nabyć za stosunkowo niewielkie pieniądze. Bardzo dobre wykonanie, świetne pomysły, rewelacyjny design. Ledwo wstukuję to na klawiaturze, ale nie pozostaje Wam nic innego, jak iść i go kupić. Tyle z mojej strony.


Ostateczna ocena to zadowolona Ulvomordka, która raduje się patrząc na półkę z Driftem.


 

KONIEC


Powrót do strony głównej