TRANSFORMERS: DARK OF THE MOON
CRANKCASE


Przynależność: Decepticon
Podgrupa: Dreads
Transformacja: Samochód Chevy Suburban
Klasa: Deluxe
Rok wydania: 2011
Producent: Hasbro

Tekst: Klejpull
Zdjęcia i korekta: Wallas
Materiał dodano: 27.07.2011

 

Ostatnimi czasy, na fali nowego filmu, doświadczyliśmy niemal wysypu foto recenzji z nowej linii- Dark of the Moon. Jeśli macie dość Bayformerów i obejrzelibyście coś z Generations albo G1 to macie pecha- oto kolejna recenzja z cyklu Movieverse ;) Dziś pod lupę idzie jeden z tria elitarnej jednostki Decepticonów- Dreadów. Specjalista w tropieniu i infiltracji- Crankcase!


TRYB POJAZDU

Jeśli wyglądając przez okno na swoim osiedlu zobaczycie taki samochód to albo odkryli Waszą plantację w garażu, albo deportują pana Johnsona z naprzeciwka z powrotem na Ahlab-ber 4. Ta bryka oznacza kłopoty, słowem- idealne przebranie dla szpiega Decepticonów.

Alt mode to Chevrolet Suburban zmodyfikowany pod wymogi służb specjalnych, SUVa wyposażono więc w przyciemniane szyby, czarny lakier oraz syreny policyjne na dachu. Patrząc na auto z tej perspektywy nie ma się prawie czego doczepić, szpary pomiędzy panelami nie są uciążliwe- raz że pomaga je ukryć kolorystyka, dwa występują one w miejscach gdzie w rzeczywistości widzimy łączenia karoserii. Ilość detali jest zadowalająca- to co być powinno jest, a figurkę w tym trybie naprawdę fajnie się trzyma w rękach. Z różnych względów nie jeździ zbyt gładko po stole, ale komu to tak naprawdę przeszkadza?

Plus dla projektantów za szyby pojazdu- przy tak monotonnej kolorystyce występuje ryzyko, że figurka będzie wyglądała jak jednostajny kloc. Szyby to osobny element o nieco innej połyskliwości plastiku- efekt dyskretny ale naprawdę ratuje sytuację.

Jednym co się rzuca w oczy i nieładnie przełamuje harmonie czerni z czernią to przeguby wystające na masce i dachu. Wykonano je z bardziej wytrzymałego (również na rozpuszczalniki- nie pytajcie skąd to wiem :P ) plastiku, którego więcej zobaczymy w trybie robota.

Gorzej gdy spojrzymy na pojazd z profilu. Jest to bolączka niemal wszystkich Transformerów z alt modem samolotu, ale też samochodów terenowych- wystające od dołu części trybu robota. O ile złożone pod spodem kleszcze nie wadzą aż tak, to wystające elementy w środkowej części auta (jak się później dowiemy są to pięty Crankcase’a) budzą większe zastrzeżenia. Można było tego uniknąć dodając jeden staw transformacji aby się chowały – niestety tego nie zrobiono, a szkoda. Nie jest to też aż tak duża wada- mało kto eksponuje figurki w alt-modach, do tego profilem na wysokości oczu oglądającego ;)

Widok na przód obnaża kolejny złom wystający spod SUVa. Logo i grill nie pomalowane, ale przynajmniej w jego wnętrzu plastik ma inną fakturę. Plus za przednie reflektory z transparentnego plastiku- przy takiej ilości czerni każdy taki zabieg jest na wagę złota.

Z tyłu jest nieco gorzej, mamy co prawda ładnie pomalowane tylne światła, ale poza tym nie ma tu wiele rzeczy na których można zawiesić oko. Niemniej nadal jest estetycznie.

Od spodu tradycyjny bałagan- Crankcase wstydliwie zasłania twarz kleszczami. Przy okazji tego zdjęcia możemy podziwiać naprawdę ładnie wykonane bieżniki opon.

A to co? Wentylacja? Otwory na peryskop? Oczywiście są to porty Mechtech. Cranky nie dostał niestety bajeru z samozatykającymi się portami jak choćby Roadbuster, ale ich obecność o dziwo nie szpeci. O samej broni Mechtech napiszę trochę później.

Tego trybu nie ma w instrukcji, ale warto go pokazać- po wysunięciu szczypiec mamy coś na kształt trybu bojowego. Wygląda to na pewno wiarygodniej niż „Nożyce zagłady” Sentinela, i lepiej wpasowuje się w charakter postaci- czegoś takiego Crankcase mógł użyć z powodzeniem w scenie na autostradzie.

Gdyby Optimus Prime był takiej wielkości, Deceptikony miałyby lżejsze życie, a Bonecrusher nadal głowę. Zastanawia Was czemu szczypce tak się wyginają? Tak- guma. Nie ma co jednak bulgotać ze złości- nie wyginają się jak miecze Drifta a pomagając w chowaniu ich pod podwozie.

Czas na porównanie z innymi Deluxami z Movieverse. Przy zestawieniu SUVów widać nieco wyższość wykonania Ironhide’a- brązowe opony i pomalowany grill to coś co Crankcase może sobie co najwyżej życzyć w liście do Świętego Mikołaja. Moim zdaniem jednak Dread wygrywa zgrabniejszą sylwetką. Skalowo Gears jest zdecydowanie za duży, zaś Ironhide za mały. Chevy Suburban to duże auto, ale GMC Topkick to kolos.

Trzy Decepticony, jedna frakcja, jedno imię. Jedyne co łączy wersję filmową ze swoim odpowiednikiem z G1 to alt mode. Kto ma którąś z tych figurek to już pewnie to zauważył- DotM Crankcase jest mały. Jedyne pocieszenie to takie, że PCC Crankcase jest jeszcze mniejszy :P Przy okazji na zdjęciu pięknie zaprezentowany refleks na wcześniej wspomnianych szybach.

W czasie gdy nasz bohater się transformuje słówko o samym procesie. Transformacja w tryb robota jest przyjemna i bezproblemowa, w drugą stronę jest nieco mniej zabawnie. Przez sporą ilość gumowych elementów i spory ścisk, złożenie Crankcase’a do alt modu może sprawić trudności. Jak się wyczuje figurkę, wie jak i gdzie ścisnąć a potem jak dopiąć panele to nie ma katorgi, ale za pierwszym razem się nieco napociłem. Szczególnie radze uważać na dredy- jest ryzyko że źle ułożone pod klatką, nieładnie się odkształcą a nawet (odpukać!) urwą.


TRYB ROBOTA

Gdy wyjąłem pierwszy raz tę figurkę z pudełka i przetransformowałem, byłem naprawdę pod dużym wrażeniem jaki Crankcase jest… schludny. Dobra, ma na rękach kibble z drzwi, ale gdy się je odpowiednio wypozuje wcale nie psują wizerunku figurki. Pierwsze skojarzenie to żuk z piekła rodem połączony z Predatorem. Jak ma się do swojego odpowiednika filmowego? Niestety sprawa nie jest prosta bo nawet to co widzimy na concept artach różni się znacznie ot tego co dostaliśmy w filmie. Można wiec przyjąć że w porównaniu z wczesnymi szkicami figurka wypada zaskakująco wiernie- nie jest co prawda tak smukły, ale części są na swoim miejscu, a pamiętajmy że to Deluxe. Słówko jeszcze o kleszczach- można je rozchylać dowolnie, odwrócić albo odczepić wedle uznania. Nie rozumiem jednak dlaczego tak różnią się od tych widzianych na CGI, przecież gdyby miały właściwy kształt nie zakłóciłoby to w żaden sposób działania figurki.

Z tyłu mamy coś co niektórzy nazwą kibble, backpackiem lub jak kto woli. Fakt, jest tam schowane pół alt mode’u, ale jest schowane tak sprytnie że nie dość że nie mamy żadnych dziur z profilu to jeszcze dodaje uroku figurce. Z dachu formuje się coś na kształt chitynowego pancerza (nawet faktura dachu odpowiednia) co doskonale pasuje do insektowatego charakteru Decepticona.

Głowa wykonana jest perfekcyjnie- są kły, rzędy rogów, kolczyk w nosie- nie ma wątpliwości że to „ten zły”. Podświetlanie działa świetnie, wszystkie cztery ślepia pięknie jarzą się czerwienią. Nie ma co prawda tutaj stawu kulkowego, ale staw obrotowy jest zamocowany pod takim kątem, że w zupełności wystarcza. Artykulację góra/dół załatwia klapka na której jest głowa- jest to pomyślane o transformacji, ale nikt nie broni nam poprawić z jej pomocą pozowalności ? Dredy są wykonane z gumy i odginają się w taki sposób że nie będą gładko spływać po ramionach (ach, jak romantycznie), ale z drugiej strony w niektórych pozach, umiejętnie ułożone, podnoszą dynamikę ładnie imitując ruch. Jednostajne kierunki diagonali na torsie przełamują dwa elementy przypominające pazury- według wczesnych projektów Crankcase miał mieć dodatkową parę małych rączek, trochę upiorne jeśli mnie spytacie.

1/3 ruchów transformacji zajmują nogi, ale efekt jest ciekawy. Mamy tu ładnie wkomponowane opony i wyeksponowane tylne światła, taki czerwony akcent dobrze robi tej dość monochromatycznej figurce. Wątpliwości na pierwszy rzut oka może budzić stabilność stóp przez ich półokrągłe „podeszwy”. Nic bardziej mylnego- z tyłu podporę stanowią pięty, wspomniana zmora podwozia trybu alternatywnego.

Chude łapki pokryte są w całości motywem typowym dla Movieverse, czyli kupą poskręcanej blachy. Niestety znowu mamy tutaj szary plastik z racji sporego zagęszczenia stawów. Na szczęście czarne elementy karoserii powodują że ramiona nie odstają kolorystycznie od reszty figurki. Wadzą nieco dość ordynarnie wstawione porty Mechtech, ale jak przeczytacie dalej, takie umiejscowienie ma swoje plusy. Staw kulkowy w ramionach, zginanie 90 stopni w łokciach i staw obrotowy nad nim to już standard. W nadgarstku niestety mamy tylko zawias odpowiedzialny za transformacje, ale dobre i to.

Crankcase nie jest tu w żaden sposób obraźliwy dla czytelnika- po prostu pokazuje dość kontrowersyjny problem z jego figurką. Jako że środkowy palec stanowi coś na kształt sztyletu, Hasbro zadbało by nie szło sobie tym wydziobać oka- tak jest, festiwalu gumy ciąg dalszy. Po jakimś czasie stwierdzono że to za mało i kłopotliwe palce po prostu odcięto zostawiając ścięte na gładko kikuty. W reakcji na niezadowolenie fanów producenci wypuścili jednak trzecią, poprawioną wersje z 3 identycznymi, tępymi palcami. Moim skromnym zdaniem finalna wersja jest najlepsza, ale taki wariant jaki widzimy na zdjęciu też ma swój urok.

Pierwszy test pozowalności zdany. Nikt tak figurki prezentować nie będzie ale zdjęcie pokazuje że figurka nie ma nic do ukrycia, sylwetka robot modu jest przejrzysta i niemal nie zakłócona.

No dobra, tu już widzimy że idealnie nie jest, nieraz koła pojazdu na łokciach wchodzą w paradę, ale możecie wierzyć że w praktyce jest to problem marginalny. Artykulacja miło zaskakuje, bo poza standardem w Deluxach (staw kulkowy w biodrach, obrotowy nad kolanem) mamy po dwa stawy zginane w kolanach dzięki czemu jesteśmy w stanie uzyskać np. takie pozy.

Miło również, że Hasbro kontynuuje w figurkach system broni z Generations, czyli tak zwane „clip ports”. Jak ktoś lubi obwieszać figurki wszystkim co ma pod ręką to na pewno będzie zadowolony.

Porównując wysokość robot mode’u z Movie Barricadem można odnieść wrażenie, że wcale nie odstają od siebie, jednak trzeba oddać temu drugiemu że masa w jego przypadku idzie na boki. „Ach te stare, dobre DUŻE Deluxy” ;) Widać jednak mimo wszystko pozytywny skok jakościowy wykonania figurek z linii filmowej.

„Triada Crankcase’a” czyli ewolucja postaci przez lata, widać że... zaraz, co on trzyma w ręku? Tak , to Mechtech!

A oto sama broń Mechtech, czyli nowy system uzbrojenia debiutujący w linii Dark of the Moon. Początkowo byłem sceptyczny co do tego bajerku, ale teraz uważam to za strzał w dziesiątkę. Wymiana broni między figurkami i ich gimmicki to naprawdę fajna zabawa, zarówno dla młodszych jak i dla starszych kolekcjonerów. Spluwa Crankcase’a to na pierwszy rzut oka dość spory pistolet, zgaduję, że maszynowy. Broń wykonana starannie i ocieka detalami dopasowanymi stylistycznie do naszego Decepticona.

A tak wygląda na figurce- moim zdaniem zawodowstwo. Mechtechy z racji mechanizmu w środku potrafią osiągnąć spore rozmiary upodabniając Transformera do bohatera gry „Ratchet & Clank”. W tym przypadku zbawienne okazuje się zamontowanie portów Mechtech w połowie przedramienia. Zamontowana tam spluwa wygląda znacznie wiarygodniej niż trzymana w dłoni (jak u Bumblebee z tejże serii).

O wilku mowa. To nie to co myślicie, Cranky wytrącił Autobotowi spluwę i pokazuje że trzyma ją lepiej niż sam właściciel. Bumblebee zawstydzony, odchodzi w dal.

Co do kooperacji w drugą stronę- broń Crankcase jest tak wizualnie do niego dostosowana, że raczej żadna inna figurka nie będzie z nią się dobrze prezentować. Niestety, coś za coś.

Jeśli ktoś tęskni za czasami G2 kiedy to nikogo nie dziwiła wyrzutnia rakiet na sportowym Porsche, to tutaj przeżyje renesans. Ja jednak nie widziałem jeszcze dobrze wyglądającego Mechtecha na trybie alternatywnym i Crankcase nie jest tu wyjątkiem.

Oto i gimmick- po pociagnieciu za spust broń się rozkłada w coś co w trybie robota można trzymać oburącz jako np. miotacz płomieni. Wedle Hasbro jest to tzw. „Vibro Blades”, ale preferują traktować to jako ciężką broń palną. Z racji że jest to Deluxe, broń składa się z powrotem automatycznie, ale można temu zaradzić wyciągając ze środka sprężyna i rozkoszować się swobodnie drugim trybem ;)

Jeśli dla kogoś to za mało, może wykorzystać drugi port i dozbroić SUVa. Ciekawostka- porty (przynajmniej w moim egzemplarzu) różnią się minimalnie średnicą. Myślę że to zabieg celowy, bo bolce od broni również nie są idealnie równe- Mechtech Bumblebee miał go nieco węższego więc lepiej pasował w ciaśniejszy otwór.

Będąc już przy portach warto napisać, że są to znane i lubiane 5mm, czyli takie do których zazwyczaj pasowało uzbrojenie w innych seriach. Na zdjęciu mamy pokazaną wsteczną kompatybilność z Universe i Generations, u mnie na półce Crankcase trzyma sobie karabin G1 Thunderwinga ;)


Podsumowanie:
W dość nierównej linii Dark of the Moon Crankcase jest zdecydowanie jednym z jaśniejszych jej punktów. Figurka ma wszystko to co musi mieć dobra figurka- świetny design, staranne wykonanie, pozowalność, udane akcesoria (Mechtech) i spore możliwości zabawy. Jest kilka drobnych wad- zwłaszcza w trybie pojazdu, ale Crankcase ma naprawdę wystarczająco dużo do zaoferowania by przymknąć na nie oko. Czy figurka jest warta swojej ceny? Zawahałbym się wydać te 100zł jakie wołają za niego w większości ze sklepów, jeśli jednak znajdziesz go taniej, albo po prostu masz zamiar kupić jakiegoś dobrego Deluxe’a z DotM, to jest to swoisty „Musisz mieć”. Ze wszystkich figurek w tej klasie jakie przewinęły mi się przez ręce jest to zdecydowany faworyt, detronizujący królującego dotąd HftD Battle Blades Bumblebee.

Ocena: 9/10

 


DRUGA OPINIA - WALLAS

Generalnie muszę przyznać, że z technicznego punktu widzenia Crankcase to porządny jak na tą klasę robocik. Tryb pojazdu, poza faktem że jest kolorystycznie monotonny i z podwozia nieco mu wystaje, jest całkiem przyjemny i na pewno dobrze sobie radzi z kłopotem szpar między częściami. Jak każdy pojazd w TF wykonany z połyskliwego plastiku, jest doskonałym magnesem na kurz i odciski palców, więc mimo wszystko lepiej go trzymać jako robota. Do formy tej prowadzi naprawdę przyjemna, satysfakcjonująca transformacja z którą ja nie mam kłopotów w żadną stronę. Sama forma robota jest w porządku, i mówię to jako osoba której się już przejadła stylistyka Movieverse. Korpus i głowa to majstersztyk, kończyny są w porządku, a i zabawnie jest mieć na półce figurkę która może Ci pokazać znak międzynarodowej przyjaźni. Poza tym, ten rob-robal ma naprawdę dobrą pozowalność i jest w stanie wyginać się w sposoby o których inne Bayformery mogą czasem pomarzyć. W tej kwestii przyczepiłbym się tylko do braku stawu biodrowego i nieco za luźnych stawów kulkowych, choć to ostatnie naprawdę różni się między poszczególnymi egzemplarzami. Dużym plusem dla mnie jest obecność szczypiec. Prawda, są z gumy, ale oba tryby dużo zyskują dzięki nim, tak w kwestii estetyki jak i funckjonalności/ uzbrojenia. Poza tym jest to taki mały ukłon w stronę fanów oryginalnych Insecticonów. Mechtech, jak powiedział Klejpull, jednych może denerwować, innych zachwycać, ale prawda zapewne leży gdzieś pośrodku. Rozkładana broń idealnie wpasowuję się w serię Transformers, choć nie dla każdego jest to potrzebne, zwłaszcza przy Deluxach gdzie nie da się zablokować broni w drugim trybie zaraz po wyjęciu z pudełka.

Podsumowując, Crankcase to dobry kandydat na nowy dodatek do kolekcji dla fanów Movieverse i z mojego punktu widzenia o wiele bardziej sensowny niż któraś tam już wersja Bumblebee'ego. Polecam.

A na koniec prezentujemy Wam zdjęcia Crankcase'a w jedynym słusznym, oryginalnym pudełku, tak abyście (Wy lub Wasi bliscy którzy chcieliby Wam sprezentować tego Decepticona) bez kłopotu rozpoznali go w sklepach.

 

 

KONIEC


Powrót do strony głównej