CAR ROBOTS
DOLRAILER


Przynależność:Destronger
Transformacja: Ciężarówka opancerzona z dwuprowadnicową wyrzutnią rakietową
Rok wydania: 2000
Producent: Takara

Tekst: Ulv
Zdjęcia: Wallas
Materiał dodany: 06.10.2010

___

Hasbro/Takara od lat lubuje się w recyklingu. Wydali dobrą zabawkę? To wypuszczą ją jeszcze z 10 razy, żeby przypadkiem nie została przeoczona. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, dlaczego korporacja braci Hassenfeld nie otrzymuje co roku Światowej Nagrody Ekologicznej, przecież nie ma firmy, która w bardziej wydajny sposób wykorzystuje surowiec wtórny. Nie wierzycie? Ledwie 10 lat temu Hasbro/Takara wypuściła na rynek linię zabawek, składającą się w 90% z modeli z odzysku. Nawet nazwa owej serii poraża oryginalnością - w USA znana jest pod nazwą Robots In Disguise (chyba niektórym czytelnikom obiło się o uszy?), w Japonii zaś zasłynęła jako Car Robots. Całe szczęście Transformery to nie żarcie, bo już na starcie RiD/CR przekroczyłoby datę zdatności do spożycia.

Dzisiaj przekonamy się, czy Transformer może stać się produktem nieświeżym, sprawdzimy jak często można odgrzewać zabawkę, zanim konsumpcja spowoduje reperkusje żołądkowe.


TRYB POJAZDU

Poznajcie się: Czytelniku, oto G1 Onslaught po raz 5, w Japonii znany pod imieniem Dolrailer, Dolrailerze - Czytelnik.

Pierwsze co przychodzi mi do głowy, gdy widzę tryb pojazdu Dolrailera, to ubrany w moro, leżący do góry brzuchem jamnik z gigantycznym wzwodem. A tak zupełnie serio - jest to ciężarówka opancerzona z dwuprowadnicową wyrzutnią rakietową. Jedyne co się w tym modelu nie zgadza, to groteskowo przedłużony tył.


Widziałem wiele samobieżnych wyrzutni rakiet, ale nigdy nie spotkałem się z pojazdem o takich proporcjach. Specyficzny gabaryt ma jednak swoje uzasadnienie, wbrew pozorom całkiem sensowne. Rozbudowane zaplecze Dolrailera stanowi prawdopodobnie przyczepa transportowa. Brak obrotnicy między ciągnikiem i naczepą jest uzasadniony systemem transformacji. I nie można mieć figurce tego za złe, w końcu to niemal 25 letni model.


Wielobarwność Dolrailera poraża. Z jednej strony kamuflaż leśny, pokrywający nadwozie w kolorze feldgrau, z drugiej armaty stylizowane na khaki X11 i niby wszystko gra, gdyby całej kompozycji nie rozpirzały wściekle pomarańczowe wstawki. Eh, Japończycy i ich pojęcie o kamuflażu taktycznym... Jeśli wiedzą co dla nich dobre, niech siedzą na swoich wysepkach i modlą się o 1000 lat pokoju.


Jedno z najlepszych rozwiązań w konstrukcji G1 Onslaughta - grill pojazdu, który tworzą dłonie trybu robota. Opancerzenie frontu ciężarówki wygląda rewelacyjnie i doskonale kamufluje ukryte pod maską ramiona, które w razie potrzeby mogą rozedrzeć furgon od środka, obnażając zamaskowanego Cybertronianina.


Wyraźnie widać różnicę kolorów dzielącą elementy składowe platformy. Jaśniejsze motywy to naklejka, podczas gdy ciemniejsze partie stanowią dekorację plastiku. Tył Dolrailera, jak i wszystkich innych współdzielących ten mold, jest bardzo skromny, ale przecież nie każdy centymetr powierzchni figurki muszą pokrywać reliefy.


Więcej pomarańczu. Suuuuupeeeeer. Wszyscy uwielbiamy pomarańcz na pojazdach wojskowych. Osobiście jestem za tym, żeby połowę polskich wozów bojowych typu Rosomak przemalować na pomarańczowo, a drugą połowę na różowo. Wtedy wróg będzie wiedział, że nasi żołnierze nie znają strachu, zaś ucieczka jest im obca. Zamontowanie dodatkowego działa na wyrzutni rakiet jest ingerencją w oryginalny model, G1 Onslaught nie posiadał możliwości dozbrojenia się w ten sposób, z racji braku pega na broń w armacie pojazdu. Wersja z Generacji 2 została wzbogacona o dodatkowy slot, po niej zaś rozwiązania przejęły modele z RiD/CR.


Bonusowa szczelina w wyrzutni może posłużyć także do montażu napierśnika trybu robota, który w oryginalnej figurce musiał zostać wymontowany podczas transformacji. Modyfikacje Dolrailera pozwalają na zmniejszenie zaplecza luźnych części, co jest szczególnie przydatne, jeśli kolekcjoner dba o integralność modelu.


Wesoła ekipa Combatronów, elitarnego oddziału komandosów w służbie zła. Tradycyjnie, każdy z członków drużyny jest w innym kolorze, ta klątwa ciągnie się za Combaticonami już od G1, kiedy to wyglądali raczej jak uczestnicy Parady Miłości, niż spec komando. Dolrailer swoim rozmiarem odstaje od kompanów, jednak wiąże się to nie tylko z jego specyficzną budową i transformacją, ma także walor praktyczny.


Rozbudowany odwłok lidera doskonale sprawdza się jako transporter oddziału. Spokojnie można zmieścić jednego z komandosów na lawecie Dolrailera. Bardzo to funkcjonalne, po co płacić grube pieniądze za holowanie przez serwisanta na autostradzie, skoro można po prostu zadzwonić do szefa, by nas wybawił z opresji? I usługa Assistance do OC niepotrzebna.


Dolrailer jest na tyle pakowny, że przetransportowanie czołgu nie nastręcza mu trudności. Niestety, z zamontowaną wyrzutnią może przewozić tylko jednego ze swych żołnierzy.


Szczęśliwie rakietnicę da się wymontować, co znacznie zwiększa przestrzeń załadunkową. W rozbrojonej formie Dolrailer staje się typowym transporterem wojskowym, tak rozbudowany może zmieścić na lawecie nawet dwóch członków oddziału. To zastosowanie jest bardzo pomysłowe, a jeszcze bardziej rozwija je tryb bazy.


Podobnie jak większość liderów podgrup, Onslaught z Generacji Pierwszej mógł przetransformować się w operacyjny sztab polowy. Dolrailer odziedziczył po przodku tą zdolność, korzystając z rampy dołączonej do figurki, tworzy centralę dowodzenia. Co ciekawe, pozostając w tej formie, zachowuje on pełną mobilność, dzięki kołom swego trybu ciężarówki. Model porusza się całkiem płynnie, a baza wygląda naprawdę nieźle, w przeciwieństwie do większości "tajnych opcji" transformacji innych figurek.


Oto praktyczne zastosowanie sztabu polowego - dyspozytornia dla lądowych członków oddziału. Dolrailer w tym trybie ma wielkość zbliżoną do rozmiaru rozwartej dłoni dorosłego mężczyzny, a mimo to jest całkiem pojemny.


Również bazę można rozbroić, po usunięciu wyrzutni rakiet, Dolrailer rozrasta się o dodatkową powierzchnię lądowiska. Uzyskana w ten sposób przestrzeń pozwala w pełni swobodnie "zaparkować" Heptera - helikopter pozostający na usługach Combatronów. Próżno gdzie indziej szukać równie funkcjonalnego trybu dodatkowego. Dolrailer jest naprawdę przemyślaną figurką, prawie każdy element jego konstrukcji ma zastosowanie. I to pomimo ćwierćwiecza, które upłynęło od stworzenia tego modelu!


Dolrailer i jego bezpośredni zwierzchnik, Black Convoy. Dysproporcja pomiędzy pojazdami jest bardzo duża i nienaturalna. Ciężarówka wojskowa powinna być znacznie większa od cab-over-engine truck, w dodatku obie figurki ledwie zrównują się długością, a Dolrailer i tak jest sztucznie przedłużony. I pomyśleć, że już kilka lat temu na rynku dostępna była powiększona wersja Bruticusa. Gdyby Hasbro/Takara poszło tym śladem, Combatrony byłyby o wiele bardziej atrakcyjnym wznowieniem.

 

 


TRANSFORMACJA
Transformacji chwilowo brak. Będzie jak się zrobi.

TRYB ROBOTA


Płaski jak powierzchnia naleśnika. Dolrailer w trybie robota odczuwa ćwierćwiecze postępu w przemyśle zabawkarskim. Faktura figurki jest ascetyczna, artykulacja prezentuje się również bardzo skromnie, ale nie dajmy się zwieść. To mimo wszystko bardzo reprezentacyjny model, choć na zdjęciach wychodzi niekorzystnie. Zakres ruchu jest ograniczony, owszem, ale miejmy na względzie długą historię tej zabawki. Jak na G1, Onslaught był bardzo pozowalny i arcyciekawy, w dodatku ma masę trybów i akcesoriów. Choć sam Dolrailer nie przyprawia o oczorgazm, warto zdać sobie sprawę, że forma robota to nawet nie 50% atrakcji, które oferuje ten model.


Największym atutem Dolrailera i wszystkich jego poprzedników jest niesamowita schludność. Ta figurka to apoteoza ładu, wszystko ma swoje miejsce, każdy element wygląda na ułożony i dopasowany. Choć artykulacja i niektóre rozwiązania trącą myszką, Dolrailer wciąż jest wzorcowo precyzyjny. Elementy jego konstrukcji nakładają się na siebie, niczym w szwajcarskim zegarku. Model jest prosty i doskonale złożony, to robi na odbiorcy największe wrażenie. Niespotykana dzisiaj higiena i estetyka wykonania.


Dolrailer prezentuje brylastą elegancję, można go rozpisać jako równanie matematyczne. Logika, porządek, wręcz perfekcyjna organizacja. Twarz figurki idealnie oddaje ją samą - ład. Dolrailer ma aparycję niemieckiego czołgisty starej daty, posępnego, lecz doskonale zorganizowanego. Bardzo cenię w tym modelu rządzący nim pruski ordnung. Kompletny brak czynnika chaosu, idealne proporcje i symetria. Mijające lata mogły brutalnie się obejść z artykulacją, jednak estetyka pozostaje niezmiennie wyśmienita.


Nogi Dolrailera są bardzo masywne, wybornie stabilizują figurkę. Wyglądają jak wojskowe oficerki, czy inne gumofilce.


Pozowalność typowa dla G1 - artykulacji brak. Zaprezentowana na zdjęciu pozycja wyciska z figurki właściwie wszystko, jak cytryna przejechana walcem. Dzisiaj może nie robi to wrażenia, ale ćwierć wieku temu dzieciaki gotowe były się pozabijać dla figurek, które potrafią takie rzeczy. Inną kwestią jest fakt, że ocenianie Dolrailera w oderwaniu od całego oddziału Combatronów i dołączonych doń akcesoriów jest niezwykle krzywdzące. Ten model w założeniu nie miał być pojedynczym egzemplarzem na półce, a elementem większej całości, choć nawet solo broni się całkiem sprawnie.


Na pierwszym planie gigantyczna rusznica przeciwpancerna, pozostająca na wyposażeniu Dolrailera. Oczywiście w wypalającym źrenice kolorze pomarańczowym. Takie upozowanie stawia figurkę w najlepszym świetle, ten model nie jest hiperartykułowalny, lecz po prostu godny. To szlachetna statuetka dla fanów o dużym poczuciu smaku i ponadczasowym guście. Dzieciarnia i tak nie zrozumie dlaczego warto zbierać tego typu zabawki.


Ponownie Dolrailer staje obok Black Convoya, tym razem w trybie robota. Pierwowzory obu figurek dzieli niemal dekada, co widać w różnicach technologicznych między modelami. Black Convoy jest dalece bardziej artykułowalny, jednak pamiętajmy, że Dolrailer prezentuje zaledwie 1/2 swoich rzeczywistych możliwości. Pomimo upływu lat i ewidentnych różnic, między tymi figurkami nie widać przepaści technologicznej i zaistniałych po drodze przełomów. Obaj bronią się na swój indywidualny sposób.


Otwarcie portalu czasoprzestrzennego - rok 1986 ściera się z 2008. Choć Dolrailer został wydany na początku XXI wieku, technika zastosowana przy jego tworzeniu niczym nie różni się od tej, która stworzyła pierwszego Onslaughta w G1. Pierwowzór Dolrailera był w swoim czasie bardzo dobrym i postępowym modelem, jednak jego następca w serii Universe nie zachwyca. Ponad dwie dekady historii zabawkarstwa powinny zmiażdżyć model G1 Onslaughta, a jednak, Dolrailerowi jakoś udaje się utrzymać swe pole na planie. Warto patrząc na to zdjęcie zdać sobie sprawę, jak dalece prace projektantów w roku 1986 zdeterminowały osiągnięcia ich następców.


Dolrailer w otoczeniu oddziału swych wiernych komandosów. Podobnie jak w trybie ciężarówki, bohater dzisiejszej galerii góruje nad swoimi kompanami. Żaden z podwładnych nie sięga swemu dowódcy choćby "do lachy", co zresztą stało się w świecie Transformers tradycją. Nawet współcześnie lider grupy jest sporo większy od żołnierzy niższych rangą. Pamiętajcie o tym szydząc z prostego moldu i rozwiązań, które wprowadzono przy tworzeniu Dolrailera.


Combatrony zostały stworzone do współpracy, a oto zestaw kooperacyjny. Podobnie jak każdy z jego poprzedników, Dolrailer posiada komplet łączników, umożliwiający mu utworzenie potężnego Baldigusa. Jeżeli wciąż nie przekonałeś się, jak dobrymi modelami mogło poszczycić się G1, przy okazji następnego powrotu do świata Car Robots będziesz miał okazję zrewidować swe sceptyczne podejście, jeśli jednak figurka Dolrailera zrobiła na Tobie wrażenie, to lepiej zainwestuj w kask motocyklowy i kołnierz ortopedyczny, bo galeria połączonych Combatronów urwie Ci łeb i wykopie go do chatki Świętego Mikołaja na Biegunie!

Drogi czytelniku, ciężko jest ocenić ćwierćwieczny produkt współczesną miarą. Świat poszedł naprzód, więc czy przeszłość jest w stanie dać nam taką radość, jak teraźniejszość?

Pffffff. Durne pytanie! Oczywiście, że tak! Dolrailer to rozsądny upgrade genialnej figurki z poprzedniej epoki. Nawet dziś jest w stanie wywalczyć sobie miejsce na mojej półce, spychając z niej całą masę współczesnego badziewia, wydawanego tanim kosztem, bez krztyny pomysłu. Dolrailer to propozycja dla kolekcjonerów o wyrobionym smaku i guście, dzieciarnia może kupować sobie Enegrony, RotFy, czy inne Generations, jeśli jednak nie potrafi docenić jakości lidera Combatronów, niech zmieni hobby na takie, które wymaga odrobinę mniej klasy. Na przykład szambonurstwo.


Ostateczna ocena to rozradowana Ulvomordka, która docenia to co dobre, niekoniecznie aktualne.

 

KONIEC


Powrót do strony głównej