
Przynależność: Decepticon
Klasa:Voyager
Transformacja: Cybertroński myśliwiec fuzyjny
Rok wydania: 2008
Producent: Hasbro

W życiu każdego fana nadchodzi taka chwila, kiedy musi się zmierzyć z czymś zupełnie nowym, czymś co do tej pory było dla niego czystą abstrakcją. Piękną, ciekawą, ale na swój sposób niezrozumiałą. Los chciał, że ja doświadczam czegoś takiego teraz- recenzując tego Transformera.

Cybertron Mode Megatron, podobnie jak opisywany poprzednio Prime, to figurka ukazująca wodza Decepticonów takim, jakim był w pierwszym sezonie TF Animated (tia, jakby jego nazwa tego nie mówiła). Póki nie została z niego sama głowa, zmieniał się w pojazd o jakże ciekawym oznaczeniu- myśliwiec fuzyjny. I muszę przyznać, lolorystyka tego pojazdu jest świetna. Kłopot w jego skrajnie abstrakcyjnym wyglądzie, który sprawia, że nie wiadomo do końca co to ma być. Nie wspominając już o tym, gdzie jest tak naprawdę przód a gdzie tył.

Pozornie wydawałoby się, że przód jest tutaj- mamy smukłe zwieńczenie maszyny, tutaj widzimy lufę działa fuzyjnego... A jednak wedle technikaliów, właśnie oglądacie tył maszyny, co w pewien sposób sugeruje, że lufa działa robi tutaj za dyszę statku.

Jak widzicie, to naprawdę osobliwy alt mode, który na swój sposób bardziej pasuje do The Movie niż do kreskówkowego Animated, w którym alty były często umowne i uproszczone, a jednak czytelne. Sam nie wiem, czy mam besztać ten tryb czy go chwalić... po raz pierwszy od dawna trzymałem w rękach Transformera, który, że tak powiem, nie jest oczywisty. Jestem skłonny nawet zaryzykować twierdzenie, że fani psioczą na ten tryb właśnie dlatego, że jest tak inny i niekonwencjonalny. To dla nas wszystkich nowe doświadczenie, a zgodnie z zasadą fanowskiej ksenofobii besztamy wszystko co nowe i zrywające ze znanymi nam kanonami zarazem. Tak było z Beast Wars, tak było z The Movie, tak było i z Animated, ale na szczęście za każdym razem ludziom (no, przynajmniej większości) szybko przechodziło.

Patrząc na sprawy oczami projektantów, właśnie patrzymy na moduł dowodzenia statku, rozpoznawalnym po dwóch czerwonych wstawkach na środku, przywodzącym na myśl droidy-myśliwce z Star Wars. Na bokach mamy płyty wyglądające na fragmenty energonowego ostrza. Wszystko to jest przedłużeniem działa fuzyjnego, które ciągnie się przez około 2/3 długości pojazdu.

I rzut z góry. Jak pewnie zauważyliście, pojazd w obrysie przypomina symetryczny romb. Nie wiem, czy to było zamierzone przez designerów czy nie, ale estetycznie rzecz biorąc, wygląda to bardzo ładnie.

Tył też prezentuję ciekawą kombinację częci, choć wolałbym, by działo fuzyjne robiło tu za broń a nie za silnik.

I porównananie miedzy dwoma C-Mode'ami- Voyagerem i Battle Begins. Choć kolory tego drugiego są nieco bardziej zbliżone do serialu, Voyager wygrywa nieco milszą dla oka konstrukcją.

Tego pana po lewej już znacie :P

Tryb robota to ciekawa kwestia. I kolorystycznie i konstrukcyjnie jest średnio podobny do serialu, ale jako niezależny od animacji twór jest bardzo ładny, na swój sposób prosty i elegancki. Jedyne zastrzeżenia przy pierwszym rzucie oka jakie mam, to to ogromniaste działo fuzyjne pod prawą ręką i nakolenniki, które choć ładne, sprawiają, że ten robot pozornie nie ma ud i stawów kolanowych.

Tył jest bardzo czysty i schludny, jedyne co można by tu uznać za nadprogramowe to widoczne szyny i styki w częściach, które podlegają transformacji, ale nie wiem czy to nawet podchodzi pod wady.

Głowa... powiem wprost. Widziałem w tej serii lepsze. Jakoś tam przypomina serial, owszem, ale czarny, mający podkreślać niektóre wstawki jest bardziej grafitowy. Trudno zmusić oczy do zajarzenia się dzięki tylnemu źródłu światła, poza tym ten grymas na ustach jest jakiś dziwny (nie wspomianjąc o tym, że jego wersja "promo" ma zupełnie inny wyraz twarzy). Da się przeżyć, ale jestem daleki od ślinotoku.

Nogi są bardzo ładne, zrobione gustownie z motywami pasującymi do lidera tych złych. Dużo daje ten przeźroczysty plastik, którego kolor i detale już zawsze będą mi się kojarzyć z Bratem Krwiakiem w formie cyborga z Młodych Tytanów. Dają też niezłą pozowalność, schowaną za pozorami tych wielgaśnych nakolenników zasłaniających resztę nóg (przypadek podobny do nóg Alt/BT Prime'a).

Design góry robota jest bardzo ładny i schludny, idealnie pasowałby na zbroję jakiegoś super-złoczyńcy. Bo jeśli chodzi o design dla Transformera, naprawdę trudno powiedzieć w co on się potem zmienia (patrząc na każdą inną partię tej figurki też, to pewnie było zamierzenie ludzi odpowiedzialnych za design animowanego Megsa). Oczywiście, nie jest to pełne odwzorowanie serialu, ale urok tego robota odnajdziemy na nowo dopiero, gdy zaczniemy olewać telewizję :P

Ręce, proste, z dobrze wymodelowanymi rękoma na ruchomych nadgarstkach. Bardzo pozowalne, jedyne co nie zastanawia, to czemu mu dali czerowne paluchy...

I czas na poniekąd drażliwą kwestię. Jasne, działo fuzyjne jest ładne, strzela i nawet ulega częściowej transformacji... ale całą zabawę psują jego wymiary i waga. Ta broń jest zwyczajnie ciężka, wręcz często zagraża równowadze całej figurki. I teraz jeszcze sobie wyobraźcie, jak w instrukcji piszą, żeby je jeszcze przenieść na zewnętrzną stronę przedramienia. Gleba zaliczona na sto procent. Dlatego ja trzymam swoje działo jak trzymam, przynajmniej stabilność mojego egzemplarza gwałtownie wzrasta :P

To znaczy, działo można wychylać w trakcie pozowania, ale jeśli go nie odchylamy w kierunku figurki, to stanowczo to odradzam.

I tu tylko pokaz detali i durnego wspornika, do którego przyczepione jest działo. Niby trzyma, a ciągle puszcza... uważajcie na to łączenie, jest podstępne.

Pamiętacie te dwa panele na bokach działa? Tak się jakoś, nomen omen, złożyło, że dzięki mechanizmowi w środku działa oba panele mogą stanąć w linii prostej, formując wielkie, dwuczęściowe ostrze. Ciekawy patent, choć zainstalowany na tą okazję automorph jest kompletnie niepotrzebny...tak się zastanawiam, jak trzeba używać tego ostrza, żeby kogoś nim skosić... spójrzcie ile to ostrze wystaje poza lufę z załadowanm pociskiem. Chyba trzeba, że tak powiem, uderzać odgórnie.

Przykładowa poza z dotransformowaną bronią. Ciekawe, czy używanie ostrza blokuje funkcje główne działa, hehe.

Ach, znowu te porównania :) Voyager i Battle Begins. Przy całej urodzie Voyagera, mniejszy kolega jest zdecydowanie bardziej podobny do serialu. Dobrze, że obaj są moi, mam już spokój z wyborem w sklepie, hehe.

Dwaj wodzowie, dwa tryby robota...
Podsumowanie... jeśli szukacie Megsa, który będzie na waszym regale personifikacją serialowej postaci, od razu kupujcie Earth Mode Leadera. Ale jeśli szukacie robota, który jest ładny sam z siebie i nie potrzebuje serialu, żeby się promować, Voyager powinien być chociaż rozważony. Owszem, jest zupełnie inny od reszty tej serii (łącznie z dosłownie kosmicznym alt modem), ale na półce wygląda zwyczajnie fajnie. Dodajmy ciekawą kolorystykę i przyzwoitą pozowalność i... wiecie, lepiej sami sprawdzcie tego TFa zamiast wierzyć jakiemuś facetowi w okularach :) Moim zdaniem warto.

KONIEC