SIDESHOW COLLECTIBLES G.I. JOE
12'' WARRANT OFFICER, CODE NAME: FLINT

Przynależność: G.I. Joe
Rok wydania: 2010
Producent: Sideshow Collectibles
Tekst i zdjęcia: Fear Factor
Korekta: MacGazda
Materiał dodany: 03.03.2011
___
Figurka przedstawiająca któregokolwiek z moich ulubionych bohaterów filmowych, komiksowych czy kreskówkowych, autorstwa takich producentów jak Sideshow, Hot Toys lub Medicon Toys to było od jakiegoś czasu moje marzenie. Dosłownie śliniłem się widząc doskonałe wykonanie oraz podziwiając gamę ruchomych elementów i wyposażenie dołączane do danego egzemplarza. Jak wiadomo wysoka jakość ma zawsze swoją cenę i owa cena była dla mnie zaporą. Często oznaczało to wyłożenie kwoty równej wartości kilku albo często kilkunastu figurek NECA.
Wraz z moją fascynacją G.I. Joe - która rośnie z minuty na minutę - zapoznałem
się z linią figurek od Sideshow i wkrótce potem upatrzyłem swój cel. Zacisnąłem
pasa, poszedłem zarobić, zarwałem kilka nocek w robocie i zamówiłem. Po kilkunastu
dniach czekania prosto z Francji trafił w moje ręce jeden z moich ulubionych
bohaterów z Joeversum - Dashiell "Flint" Faireborn. Jakie były moje
wrażenia, gdy dzielny żołnierz opuścił już opakowanie? Dowiecie się czytając
poniższy tekst.

Bóg zaczął od Adama, Fear zacznie od pudełka. Jego recenzowanie należy do dość rzadkich zabiegów, czasem w ogóle mi się coś takiego w czytanych czy oglądanych przeze mnie reckach nie podoba. Ale w przypadku Flinta muszę napisać o pudełku choćby dwa słowa, a to ze względu na wysoką jakość jego wykonania, która już na tym etapie pokazuje klasę Sideshow. Delikatnie połyskujące, pełne jest opisów oraz zdjęć, które cieszą oko.


Po bokach pudełka mamy ukłon w stronę miłośników klasycznych figurek Joe zdjęcia Flinta na tle charakterystycznego wybuchu. Od razu poczułem się jakbym cofnął się w czasie...

Z tyłu widnieją zdjęcia prezentujące niektóre z detali figurki. Do tego bogaty bios postaci, a w prawym dolnym rogu małe zdjęcia innych figurek z tej serii - Beachhead'a (Ranger) oraz Firefly'a (Cobra Saboteur).

Wspomniany bios Flinta, utrzymany w typowej dla innych figurek G.I. Joe formie: podstawowe dane o bohaterze, krótka charakterystyka plus cytat, który ma definiować postać. Autorem tego (jak i większości pozostałych biosów) jest sam twórca Joesów, Larry Hama; jego przedruk możemy znaleźć w komiksach Marvela (także w tych wydanych w Polsce przez TM-Semic), których zresztą Hama był scenarzystą. To tak tytułem ciekawostki, idziemy dalej.

Pudełko zamykane jest za pomocą dwóch magnesów. Możemy dzięki nim oglądać jego zawartość w sklepie bez narażania pudełka na uszkodzenia. Pieczołowite wykonanie mamy też od wewnętrznej strony. Uzbrojenie, oporządzenie i inne akcesoria zostały poukładane w wytłoczce. Zostały opisane (Gear Loadout) oraz okraszone kilkoma dodatkowymi zdjęciami. Już tutaj widzimy, że lista sprzętu jest długa.

Środkowa, wewnętrzna część pudełka zawiera ponownie bios Flinta, jak i krótką historię powstania oddziału G.I.Joe wraz z opisem zadań owej jednostki.

Główna wytłoczka, w której znajduje się figurka wraz z beretem i kompletem dwóch manierek z pokrowcami. Całość na wspomnianym, wybuchowym tle. Michael Bay byłby zachwycony...

Podstawka jest typową konstrukcją stosowaną w figurkach Sideshow. Składa się ona z dwóch części: poziomej podstawy oraz pionowego stelaża, który służy do stabilizacji figurki. Poprzez sprężyste, druciane rozwidlenie oraz regulację długości możemy dopasować do niej figurki różnych producentów i mamy gwarancję stabilności.

Podobnie jak inne podstawki Sideshow podstawa ozdobiona została dużym logiem serii oraz producenta. Dodatkowo standardowy nadruk o zastrzeżonym znaku handlowym.

Wreszcie niczym tytułowy bohater "Pattona" pojawia się bohater naszej galerii. Sideshow spełniło moje oczekiwania w stu procentach. Zależało mi na figurce, która pokaże członka Joe w jak najbardziej zmilitaryzowany sposób i nawiąże do ubóstwianej przeze mnie 'Nam Ery (było nie było, jej duch unosił się nad klasycznymi Joesami, zaś wspomniany Hama był też autorem komiksu "'Nam", który traktował żołnierzy USA i prowadzone przez nich walki nieco bardziej serio). Wszystko to otrzymałem, właśnie w postaci Flinta. Figurka bazuje na korpusie Prometheus v. 1.02, dającym ponad trzydzieści punktów artykulacji. Otrzymujemy ją dodatkowo z dobrze wykonanym umundurowaniem i całą masą akcesoriów.

Nieważne jaki wyraz twarzy ma nasz bohater. Jej wykonanie jest genialne, odwzorowano blizny oraz zmarszczki, dzięki czemu Flint wygląda jak przystało na weterana. Cieszę się, że Dashiell posiada raczej facjatę w stylu Schwarzeneggera niż jakiegoś młodzika. Wygląda jak prawdziwy żołnierz, który z niejednego kotła żarł kaszę. No i jeszcze ten legendarny czarny beret...

Niestety, kiedy się ten beret zdejmie, to zaczynają się problemy... Zauważyliście włosy? Czy może raczej ich kiepskie wykonanie? Jeżeli nie, to zapraszam do następnego zdjęcia.

No właśnie. Włosy przypominają prawie jednolitą skorupę naklejoną na głowę Flinta. Nie są w żaden sposób cieniowane i nie wyglądają realistycznie. Przypomina to miejscami ręczne malowanie cienkopisem. Nie ukrywam tutaj swojego rozczarowania, szczególnie, że wspominana już setki razy NECA doskonale odwzorowuje fryzury w swoich figurkach, które są kilkukrotnie tańsze.

Tył głowy dolewa benzyny do ognia. Włosy w nierealistyczny sposób kończą się na krawędzi głowy. Sama fryzura moim zdaniem nie pasuje do amerykańskiego żołnierza. Wiem, że w serialu czy komiksie Flint nie był obcięty jak typowy wojak, ale czy nie można było się nieco bardziej postarać z włosami?

Przejdźmy może do czegoś przyjemniejszego. Bluza jaką nosi Faireborn jest wykonana w popularnym kroju amerykańskim BDU (Battle Dress Uniform) w czarnym kolorze. Została do tego dodatkowo zmodyfikowana. Posiada czerwone nakładki na pagonach, na prawej piersi widnieje srebrna odznaka jednostek powietrzno-desantowych. Nad obiema kieszeniami naszyte zostały taśmy velcro (rzepy), służące do przypięcia naszywek. Co mnie urzekło to fakt, iż w pudełku otrzymujemy cały komplet ich komplet, pozwalający na dowolną konfigurację oznaczeń bohatera.

BDU zmodyfikowano przez dodanie elementów z munduru ACU (Assault Combat Uniform). Widać to po dodatkowych kieszeniach na ramionach oraz kolejnych arkuszach rzepów do przyczepienia nowych plakietek.

Flint nosi srebrny nieśmiertelnik (dog tag). Na obie strony blaszki naniesione zostały czytelne dane osobowe naszego wojaka.

Spodnie wykonane są w kamuflażu Tiger Stripe. Posiadają pas z dodatkowymi uchwytami na naboje pistoletowe, do którego również przyczepiona jest kabura udowa. Pas wykonany został w kolorze Coyote Brown. Niestety, sama klamra wywołała u mnie mieszane uczucie. Nie spodobały mi się i nie podobają dalej srebrne akcenty, jak i farba pokrywająca prawie całą klamrę. Uważam, że powinna być pomalowana jednolicie w złotym kolorze. Wykonanie nabojów również pozostawia wiele do życzenia. Niektóre kule są obrzydliwie spłaszczone i wyglądają jakby były zrobione z plasteliny.

Buty Flinta "pożyczono" od Duke'a (czy raczej jego figurki) i przemalowano na kolor czarny z zielonymi akcentami na boku. Przypominają bardzo buty Jungle Boots produkcji Altama, lecz mają bardziej unowocześnioną konstrukcję. Przyznam się szczerze, iż nie spotkałem się nigdy z takim modelem obuwia. Same trzewiki zostały fabrycznie przybrudzone dla lepszego efektu.

Kabura udowa wykonana została w takiej samej kolorystyce, co i opisany wcześniej pas. Mieści w sobie pistolet, jak i dodatkowy magazynek. Mówiąc o nim kieszonka nań zapinana jest na rzep, podobnie jak pasek zabezpieczający pistolet przed przypadkowym wypadnięciem z kabury.

Sama kabura została dobrze wykonana. Gwarantuje ona Flintowi szybki dostęp do jego broni bocznej. Wraz z pistoletem i niezliczoną liczbą stawów w korpusie może przybrać pozę niczym James Bond. A co takiego nasz as trzyma w kaburze?

Tutaj mamy przykład trendu Sideshow, którego nie uważam za do końca trafiony. Wszelkie giwery, mimo amerykańskiego rodowodu, zostały dodane do figurek w nieco zbyt unowocześnionych wersjach. Pistolet na zdjęciu to zmodernizowany klasyk - Colt M1911. Taki New Beetle w porównaniu do Garbusa. Jak wiadomo pistolet ten, jak i karabin M16 czy M4, doczekał się nieliczonych wersji produkowanych przez dziesiątki producentów, uzyskując przy tym wiele nowych nazw. Sam nie wiem jaką wersją jest pistolet na zdjęciu, może to MEU albo Kimber Warrior. Wyposażony został w dolną szynę montażową do zamocowania latarki taktycznej czy lasera.

Ciekawostką jest fakt, iż możemy odciągnąć zamek, tak jak w przypadku prawdziwej broni. Dobre oko zauważy w ciemnościach komory delikatnie prześwitujący nabój .45 . Niestety, pistolet nie ma możliwości wyciągnięcia magazynka z rękojeści (mimo, że dodane są aż cztery zapasowe). Wykonanie pistoletu oceniam na cztery minus - punkty ujemne dostał za nieładne nadlewki w obrębie wyrzutnika łusek. Sam marzyłbym o klasycznym Colcie M1911A1.

Pora na jeden z największych atutów figurki. Gear Loadout, czyli spis wyposażenia naszego wojaka.

Komplet dodatkowych naszywek do bluzy mundurowej Flinta. Zarówno takie, które pasowałyby do członka G.I.Joe, jak i zwyczajnego żołnierza armii amerykańskiej. Ja osobiście wolę dedykowaną konfigurację, jaką widać na wcześniejszych zdjęciach figurki.

Cztery dodatkowe dłonie. Para zaciśniętych pięści, jak i para rąk przeznaczonych do ciskania granatami i używania innych elementów oporządzenia.

Komplet dwudziestu czterech nabojów do strzelby gładkolufowej, z czego dwadzieścia ląduje na dwóch bandolierach, a cztery dostajemy dodatkowo. Są dobrze wykonane lecz nie podoba mi się ich barwa. Wolałbym, żeby były czerwone albo zielone. Byłoby i ładniej, i bardziej realistycznie.

Pasoszelki (beltkit) wykonane w kolorze Coyote Brown z dwoma bandolierami i kompletem kieszeni na dodatkowe akcesoria. Oporządzenie posiada działający system modułowy MOLLE. Samo umieszczenie łusek w uchwytach jest niezwykle pracochłonne i miejscami dość frustrujące. Warto jednak poświęcić na taką zabawę z nimi nieco czasu, bo efekt końcowy jest moim zdaniem piorunujący.

Zmodernizowana strzelba gładkolufowa Remington M870. Wyposażona została w konwersję taktyczną, która prawie diametralnie zmienia jej wygląd. Składa się ona z chwytu pistoletowego, adaptera na kolbę teleskopową, dwóch bocznych uchwytów do zamontowania zawieszenia jednopunktowego, kolby CTR produkcji Magpul Industries oraz podłużnej szyny montażowej z zamocowanym celownikiem holograficznym Eotech 551. Dodatkowo rączka przeładowania posiada zamocowane trzy dodatkowe szyny do montażu akcesoriów. Kolba jest regulowana, tak samo mamy możliwość zmiany położenia celownika. Rączka przeładowania jest ruchoma. Wraz ze strzelbą otrzymujemy pas jednopunktowy.
Ekskluzywna wersja figurki (inna od mojej) dodaną ma klasyczną wersję Remingtona, pozbawioną jednak kolby stałej.

Karabin laserowy XMLR-3A znany z ARAH. Wzorem do budowy tego karabinu był karabin M14. Broń nie posiada żadnych elementów ruchomych i jest kolejnym elementem "zapożyczonym" od Duke'a.


Skupimy się teraz na tym co Tygrysek Fear lubi najbardziej - oporządzeniu taktycznym. Co komandor Flint zabierze na swoją kolejną misję?

Jak wspomniałem wcześniej pasoszelki są modułowe, dzięki czemu
mamy możliwość dowolnej konfiguracji kieszeni i ładownic. Postanowiłem doczepić
je w jak najbardziej sensowny (bazując na moim doświadczeniu z ASG) i ergonomiczny
sposób.
Z tyłu zamocowałem dwa pokrowce wraz z manierkami o pojemności 0,75 l. Pokrowce
zapinane są na rzepy (w oryginale na zatrzaski)

Manierka wraz z pokrowcem. Przezroczysty, plastikowy element jest imitacją wspomnianego już wcześniej systemu MOLLE. Spytacie - co to jest? Spieszę z wyjaśnieniem.


System MOLLE (MOdular Lightweight Load-carrying Equipment; skrót wymawiany jest jak imię żeńskie "Molly") został pierwszy raz zaprezentowany w roku 1997 jako następca systemu ALICE. Polega na zastosowaniu przeplatanych przez siebie pionowych i poziomych taśm PALS, tworzących mocowanie kieszeni i ładownic do kamizelki taktycznych czy pasa taktycznego. Obecnie to najpopularniejszy system oporządzenia stosowany w wielu armiach świata. System w porównaniu z ALICE (bazującym na metalowych klipsach) jest lżejszy, wygodniejszy i pozwala na sztywne przymocowanie akcesoriów do kamizelki. Dodatkowo dzięki niemu możemy dowolnie konfigurować i modyfikować oporządzenie pod konkretne potrzeby danej osoby. W przypadku kieszeni dodanych do figurki system ten został uproszczony, lecz w dalszym ciągu realizuje on najważniejszy element MOLLE.

Dwie kieszenie na granaty dymne M18.

Granaty zostały wykonane bardzo realistycznie, świetnie oddają pierwowzór.

Trzy granaty odłamkowe Mk26 Frag Granade. Niestety, nie posiadają żadnych kieszeni i zamocowane są do taśm bezpośrednio poprzez łyżki.

Potrójna ładownica na magazynki do pistoletu. Każda klapa zapinana jest na rzep.

Magazynki są świetnie wykonane, a miłym dodatkiem są widoczne w podajniku połyskujące naboje.

Pas taktyczny z szelkami zapinany jest klamrą. Przy okazji mamy możliwość regulowania szerokości pasa. To samo dotyczy szelek oraz pasa na strzelbę.

Pora na nieco pozowalności. Flint posiada ogromną możliwość wykonywania pozycji, lecz często będziemy musieli wspomóc go podstawką z racji jego wagi i dość luźno pracujących stawów. Nie jestem mistrzem, lecz chyba udało mi się zrobić coś ciekawego.

"A to dla moich meksykańskich braci i sióstr - UCZCIE SIĘ ANGIELSKIEGO, SUKINSYNY!!" - Sweet Daddy Dee/ Jeff Dunham

Porównanie z figurką Storm Shadowa od Hasbro było obowiązkowe i myślę, że dobrze widać różnicę jakościową producentów.

"A teraz powiesz mi gdzie ukrywa się Dowódca Cobry, albo przez resztę życia wciągasz sushi nosem!"

"No to jak, synu? Gdzie ciebie uczyli podawać koordynaty dla artylerii i lotnictwa, żeś sie tak urządził? Jakbyś był w Wietnamie to napalm paliłby ci tyłek do teraz. Te małe kurduple od Ho Chi Minha skwierczały jak stek aż do poranka, a ja czułem ten zapach. Pachniał jak...zwycięstwo."
Figurka mimo kilku wad jest warta swojej ceny (kosztowała mnie ponad 500 zł). Prezentuje się genialnie i każdy fan G.I.Joe, a przede wszystkim postaci Flinta będzie niezwykle zadowolony. Ja do teraz co na nią spojrzę, to znajduję się w siódmym niebie. Ogromna pozowalność, niezliczona ilość akcesoriów, odwzorowanie systemu MOLLE w oporządzeniu czy wymienne naszywki oraz ścisłe nawiązanie do 'Nam Ery to niewątpliwie argumenty o dużej sile przebicia. Nie spodobało mi się jedynie wykonanie włosów żołnierza, pasa do spodni czy trend "Modern Warfare" w przypadku broni palnej. Doszukać mógłbym się kilku nieładnie wykonanych elementów figurki. To napewno nie jest najlepsza figurka Sideshow G.I.Joe. Niemniej figurce stawiam potężną 5. Cytując panów ze Spill.com - Better Than Sex.
KONIEC