
G.I. Joe byli dla mnie dotąd jak mali chłopcy - nie kręcili mnie zbytnio. Od czasu zamknięcia etapu nazywanego potocznie "dzieciństwem", Dżiajdżołki nie gościły zbyt często w moich rękach, czy tym bardziej sercu. Traktowałem je jak każdą inną zabawkę - były i nic ponadto. Myślałem, że figurki z serii Rise of Cobra, które ostatnio nabyłem szybko wylądują na allegro... Jakież było moje zdziwienie, kiedy uświadomiłem sobie, że spędzam drugą godzinę na testowaniu ich artykulacji...
Szczególnie ujęła mnie figurka filmowego Zartana, mistrza przebierki. Kim jest ten tajemniczy gość? Otóż Zartan to facet, który może podszyć się pod wszystko i wszystkich. Niewinna staruszka? Strzeż się! To może być Zartan. Mały kotek? Zartan mógł przywdziać i to przebranie. Seksowna blondynka? Ściągasz jej majtki i niespodzianka! To Zartan!
Nigdy nie wiesz gdzie jest, nie domyślasz się kim jest. On może być wszędzie, a Ty nawet o tym nie wiesz... Gdyby Zartan istniał naprawdę, mielibyśmy przerąbane. Na całe szczęście jest tylko figurką, ufff... Jest to jakaś ulga.
Oględziny rozpocznijmy od podstaw. Dosłownie.

Podstawka to nic innego jak kawałek czarnego plastiku z imieniem postaci, która ma zająć na niej miejsce. Niby nic specjalnego, ot zwykła stabilizacja figurki.
Przyglądając się bliżej, możemy jednak dostrzec, że podstawka ma kształt nieśmiertelnika. Bajer!

Jakby tego mało, pod spodem widnieje logo organizacji, do której należy właściciel podstawki. Klawo, wszystko ładnie i z pomysłem wykonane. Bardzo staranna robota, choć można ponarzekać na jednolitość czarnego plastiku. Ja nie mam jednak wygórowanych wymagań...
Przyjrzyjmy się figurce właściwej.

Oto przed nami stoi Zartan. Podkreślam - stoi, w dodatku, jak widać, bez podstawki. To świadectwo skoku, jaki wykonała seria GI Joe w przeciągu przeszło 20 lat swojej historii. Pierwsze figurki owszem, stały o swoich siłach, jednak wymuszenie na nich postawy stojącej było nie lada wyczynem. Zartan nie ma z tym problemu, co, nie ukrywam, zaskoczyło mnie nieco.
Spójrzmy dokładniej na oblicze naszego łotra. Co maluje się w jego nieprzeniknionym spojrzeniu?

Tak, nie ma wątpliwości, że Zartan to podły człowiek. Już sama jego twarz mówi "zło". W spojrzeniu wypisane lata kariery kryminalnej - mordy, gwałty, kradzieże. Nic nie jest obce Zartanowi.

Głowa figurki jest bardzo dokładnie wykonana, mimo małych rozmiarów. Detale są bogate (widać chociażby postępującą siwiznę), dobrze oddają charakter postaci. Szczęśliwie zabawkowy Zartan nie sili się na podobieństwo do swojego filmowego pierwowzoru. Owszem, jakieś powinowactwo jest dostrzegalne, jednak bez zbytniej przesady. I dobrze, gęba jest klimaciarska, oddaje charakter postaci. Gitara gra.

Rzućmy okiem na podstawkę. Francja elegancja, są dwa bolce, które wkładamy w odpowiednie wyżłobienie w podbiciu obuwia figurki. Podstawka zapewnia solidny grunt dla zabawki.

Zartan nie ulęknie się teraz deszczu, burzy, wiatru, ni trzęsienia ziemi. Nie mrugnie nawet okiem... Jasne, nie może mrugnąć, ale nawet gdyby mógł - nie mrugnąłby.

Oto prawica naszego antyherosa. Została bardzo pieczołowicie wykonana, co jest faktem o tyle zaskakującym, że dłonie figurek GI Joe nie są wiele większe od przeciętnego pryszcza. Jakby tego mało - ręce mogą obracać się w przegubach, dzięki czemu figurka staje się mocno realistyczna i artykułowalna.

Przerażające! Podły morderca, o fizjonomii kawałka granitu wykonuje jaskółkę. Dlaczego? Bo może! Przyjrzyjcie się dobrze! To najbardziej krwiożercza jaskółka, jaką zobaczycie.

Poza "kopnij szczeniaczka". Nawet małe psy nie są bezpieczne, gdy Zartan kroczy. Niestety, nogi tego rzezimieszka zdolne są do niewielu więcej wyczynów. Jego tors okryty jest kurtką, której poły skutecznie uniemożliwiają każdą próbę podniesienia kończyny dolnej powyżej poziomu lędźwi.

Zwróćmy jednak uwagę na dopracowanie szczegółów stroju Zartana. Jego trzewiki są starannie wypolerowane, nówki nieśmigane. Sznuróweczki zawiązane w drabinkę, jak mamusia uczyła. Piękna sprawa. Widać również artykułowalny staw skokowy. Im więcej punktów artykulacji, tym lepiej.

A to co za dziura? Czyżby Zartan dostał nożem w plecy? Nic z tych rzeczy! Oto przed Wami mocowanie plecaka. Szanujący się terrorysta nigdy nie rusza na pieszą wycieczkę bez torby z prowiantem. Albo nożem, tasakiem, pistoletem...

Plecak Zartana to przedmiot tajemniczy. Skrywa mroczny sekret, który ujawnię Wam dopiero później. Póki co - czekajcie w niepewności na rozwój wydarzeń.
Tymczasem rzućmy okiem na sprzęt, który Zartan bierze na ustawki...

Przystępny w obsłudze karabin z bagnetem. Nie kupicie takiego w sklepie, bo Zartan ukradł wszystkie egzemplarze. Broń nieco futurystyczna, można ponarzekać na brak realizmu, jednolity kolor... Rzeczywiście, nie jest to najwznioślejszy reprezentant zartaniego arsenału, mimo to jego obecność jest godna odnotowania.

Bagnet zamontowany u wylotu broni podkreśla oddanie Zartana dla idei walki bronią białą. I to właśnie oręż tnący jest jego głównym sposobem na wymuszanie u przeciwnika samoobrony.

Aha! Oto broń dla prawdziwych mężczyzn, nie jakaś pierdziawka-strzelawka. Mieczomaczeta z funkcją strzyżenia żywopłotu. Koślawa i nieporęczna? Być może, ale jak nią zasuniesz... fryzjer nie będzie już nigdy potrzebny.

Jeśli jednak Zartan nie ma nastroju na rozmach, zawsze może sięgnąć po dwa noże. Oba ładne, w interesującym kształcie i nierdzewne. Wykonane z najlepszej stali szwajcarskiej, idealnie rozsmarowują masło i płatają ludzkie mięso w plasterki. Niestety, nie mają greckiego wzorka, ale i tak to bardzo ładny element zastawy.

Oto duch prawdziwego turysty! Finka, plecak i można ruszać zdobywać niezdobyte lasy, szczyty, kobiety. Gdy widzicie na szlaku tak wyposażonego mężczyznę o równie miłym obliczu - podejdźcie, przywitajcie się, to strudzony wędrowiec, który szuka bratniej duszy. Może razem wyruszycie w nieznane? A może dzień skończycie w sosnowej skrzynce? Kto wie...
Czasami przychodzi nam stanąć przed przeciwnikiem, którego nie ima się karabin, nóż, czy miecz. Wtedy trzeba sięgnąć po środki bardziej... doraźne i adekwatne. I tak Zartan nigdy nie rozstaje się ze swoją...

...cholernie wielką, mega-rozpylającą armatą Usuwacz-Płodów 666. Jej strzał likwiduje materiał genetyczny celu tak kompleksowo, że nawet jego dzieci, siostry, wnuki i dalecy kuzyni giną od razu.

Jeden pocisk zmiata z drogi Zartana wszystko i wszystkich, nic nie oprze się nadprzyrodzonemu rozmiarowi jego armaty... Zabrzmiało dwuznacznie, tak? Trudno! Jedni powiedzą, że noszenie działa, którego nie można nawet utrzymać to próba rekompensaty. Inni stwierdzą, że to bezsens... Ja? Nie śmiem kwestionować potrzeby posiadania armaty z wielkim pociskiem z transparentnego plastiku.
Czas poluzować napięcie, otworzyć tajemniczą skrzynię i wyjawić sekrety. Gdy spojrzycie poniżej, nic już nie będzie takie samo. Poznajcie najbardziej intymną tajemnicę Zartana...

Jaki chory psychol trzyma w plecaku własną głowę w wojskowej czapeczce? Jak zdegenerowanym wyrzutkiem społeczeństwa trzeba być, by pozwolić sobie na podobne ohydztwo?
Cóż, jeśli tylko nauczycie się ściągać własną głowę, by założyć na szyję czerep kogo innego, zrozumiecie.

O ile na początku nie rozumiałem idei "Master of Disguise", tak teraz jest dla mnie jasna i w swej prostocie genialna. Otóż Zartan mocen jest wymienić swe oblicze z każdym innym bohaterem serii Rise of Cobra.

Wcześniej głowę na stawie kulkowym Hasbro wykorzystało między innymi w figurkach Star Wars, dziś technologia ta umożliwia Zartanowi czyny niepojęte...

Nawet wymiana ciała nie nastręcza trudności Mistrzowi Przebrania! Dzięki temu z jednej figurki robi się ich nieskończona ilość. Gdy tylko znudzi nam się jedno ciało Zartana, szorujemy do sklepu po kolejnego Dżiajdżołka i wzbogacamy go o nowy korpus, czy ubiór.
Na koniec wróćmy jeszcze do plecaczka naszego niegodziwca. Jak za chwilę zobaczycie, ów przybornik jest zaskakująco pojemny, może zmieścić całkiem sporą część ekwipunku niezbędnego do siania zamętu i chaosu.

Niby nic wielkiego, a cieszy.
Podsumujmy zatem. Zartan to dobra, solidnie i pieczołowicie wykonana figurka. Owszem, ma braki w artykulacji, nadrabia to jednak z naddatkiem bogatym wyposażeniem. Choć nie pojmuję idei sprężynowej armaty z pociskiem, to miło, że wypełnia ona blister. Lepsze to, niż puste miejsce. Najbardziej doskwiera mi niemożność przypięcia do figurki całego dołączonego w zestawie osprzętu, jednak nie umniejsza to frajdy z posiadania tak interesującego egzemplarza. Moja ostateczna ocena?
Podjarana Ulvomordka, której radość i satysfakcja nie znają granic. Nie masz jeszcze Zartana? To idź natychmiast do sklepu. No już, już, nie ma Cię tu.
