G.I. JOE: PURSUIT OF COBRA
STEEL BRIGADE


Przynależność: G.I. Joe
Rok wydania: 2010
Producent: Hasbro

Tekst i zdjęcia: Fear Factor
Korekta: McGazda i Airazor
Materiał dodano: 25.09.2011

W roku 1987 Hasbro wprowadziło do zastępów G.I. Joe ciekawy koncept - Steel Brigade. Co w tym oddziale było takiego specyficznego (poza tym, że należące doń figurki dostępne były tylko w sprzedaży wysyłkowej)? Każdy członek zespołu był na swój sposób unikatowy - przy zamawianiu określało się, jakie chce mu się nadać imię, czy też pseudonim, a także jaką specjalizację ma reprezentować i jakie mają być cechy jego charakteru - w rezultacie wraz z figurką dostawało się jedynego w swoim rodzaju filecarda - bardziej przypominał on wydruk z akt żołnierza niż typowe filecardy znajdowane na odwrocie pudełek. Mold brygadiera musiał być przy tym uniwersalny. Taki był - i, co ciekawe, skomponowano go niemal w całości z przekolorowanych części innych znanych figurek, dodając nową głowę. Ot, taki militarny potworek Frankensteina. Przedmiotem dzisiejszej recenzji będzie zeszłoroczna reedycja figurki modelowego członka Stalowej Brygady, wydana w serii "Pursuit of Cobra".


Hasbro chciało zapewne uszczęśliwić dzieciaki możliwością posiadania uniwersalnego żołnierza, którego do pewnego stopnia mogą stworzyć samodzielnie. Może być on zarówno pilotem myśliwca, jak i skoczkiem HALO, komandosem, instruktorem, snajperem, marynarzem... Pomysł, jak wspomniałem w poprzednim akapicie, niezwykle ciekawy, koniec końców zdał egzamin - do zabawy dostawało się Joesa, będącego prawdziwie osobistym wojakiem właściciela. Na pierwszy rzut oka figurka wygląda ciekawie; świetnie nawiązuje do oryginalnej wersji Stalowego z lat '80.

Z licznych specjalizacji, które wyżej wymieniłem, brygadier najwięcej wspólnego ma z typowym funkcjonariuszem Blackwater (za sprawą nieco cywilnego umundurowania). Spodnie w popularnym odcieniu coyote brown (nieco jaśniejszym niż oryginalny), bluza (prawdopodobnie jakiś model softshella) w kolorze zbliżonym do navy blue, hełm z przyłbicą oraz kamizelka taktyczna w typowej, wojskowej zieleni. Wszystkie kolory nieźle ze sobą współgrają.

Kamizelkę wykonano bardzo realistycznie, choć malowanie pozostawia pewien niesmak. Trudno przejść obojętnie wobec paskudnie pokrytego czerwoną farbą wężyka od wewnętrznego wkładu hydratacyjnego. Nie byłem też zadowolony z pomalowanych czarną farbą taśm montażowych kamizelki i kilku dodatkowych elementów. Zdecydowanie przesadzono z czarnymi elementami. Wystarczyło pomalować klamry i zamontowane na przednim panelu ładownice.

W przypadku panelu tylnego ludziom z Hasbro nie chciało się pomalować wszystkich taśm montażowych, jedynie dolną taśmę. Kamizelka posiada chwyt ewakuacyjny, widać klapy zamykające kieszenie na wkłady balistyczne. Wyraźnie widoczny jest też sześciokątny otwór do przymocowania dodatkowego wyposażenia.

Boczne kieszenie ograniczają nieco swobodę ruchu ramion, lecz nie stanowi to wielkiego problemu. Większość kamizelek zintegrowanych nie należy w końcu do wybitnie ergonomicznych.

Hełm wraz z przyłbicą wygląda naprawdę rewelacyjnie. Wizjer w miły sposób połyskuje na tle matowej reszty. Owiewka posiada ciekawą, segmentową konstrukcję, a i wyżłobienia poniżej wizjera są godne uwagi. Sam hełm przypomina mi nieco modele używane przez marines w grach "Quake 4" czy "Doom 3".

"Strange, I've seen that face before..." - śpiewała Grace Jones. My też możemy zanucić melodię tej piosenki, gdy zdejmiemy hełm brygadiera. Czyżby był on spokrewniony z osławionym instruktorem Joesów, Beachheadem? A może to jego klon? Głowa Stalowego to ni mniej, ni więcej, tylko łeb PoC City Strike Beachheada, tyle tylko, że kominiarka ma inny kolor. Zapewne wielu posiadaczy będzie miało negatywne zdanie na temat n-tej rekultywacji niektórych elementów z wcześniejszych figurek. Ile można?

Im bardziej porównuję te dwie figurki, tym bardziej odnoszę wrażenie, że oto naprawdę dostałem dwa warianty Wayne'a Sneedena. Domyślam się, że kształt głowy Beachheada po prostu lepiej pasował do hełmu. Cieszy mnie, że w moim egzemplarzu nie ma przynajmniej tego żałościwego wyrazu twarzy.

Kolejnym elementem wyposażenia jest bandolier; element brzydki i zbędny. Zalecam natychmiastowe usunięcie go, bo blokuje ruchy figurki i przeszkadza w założeniu plecaka. Jego wykonanie jest bardzo słabe - koszmarne malowanie (w szczególności srebrny granat) i brak ciekawych detali.

Ramiona posiadają podstawową artykulację, plus stawy w nadgarstkach zamiast typowych stawów obrotowych. Co ciekawe, prawy nadgarstek figurki porusza się w płaszczyźnie poziomej, lewy natomiast w pionowej. Stawy są dobrze zakamuflowane (nałokietniki!) i nie psują wyglądu figurki.

Nogi posiadają spory zakres ruchu, dzięki czemu figurka może przybrać wiele dynamicznych pozycji, będąc jednocześnie stabilną.

Wraz z figurką dostajemy spory arsenał broni i dodatkowego oporządzenia - możemy więc uzbroić brygadiera albo jako szturmowca, albo jako pancernego grenadiera.

Podstawowym wyposażeniem jest jednak plecak. W końcu to niezbędny element podczas długich patroli, służący do przechowywania potrzebnego sprzętu, racji żywnościowych, środków medycznych i tak dalej, i tak dalej... Plecak brygadiera, mimo że ładny, ma nawyk częstego odpadania i trzyma się na plecach bardzo słabo. Drobna zabawa z taśmą izolacyjną nie zaszkodzi.

Plecak posiada wiele dodatkowych kieszeni, zwiniętą pałatkę, a nawet przymocowaną saperkę. Mimo bardzo ładnego wykonania wydaje się jednak nieco archaiczny (przywodzi na myśl lata '60 lub '70) w zestawieniu z nowoczesnym oporządzeniem taktycznym. Niemniej bez niego figurka byłaby zauważalnie uboższa.

Umiecie sobie wyobrazić żołnierza armii USA z kałachem w łapach? Hasbro też nie bardzo potrafiło i dlatego brygadier dzierży M4A1. Karabin otrzymujemy z zamontowanym bagnetem, rączką taktyczną oraz celownikiem optycznym typu ACOG. Dodatkowo karabinek wyposażony został w dalmierz laserowy AN/PEQ-15, zamontowany na górnej części chwytu lufowego.

Drugim karabinem jest popularny obecnie karabin - FN SCAR (jeden z moich ulubionych modeli). Opiera się on na modułowym systemie, który należy do najnowszych trendów w dziedzinie zbrojeniowej.

Karabin posiada szyny montażowe RIS, dzięki którym zamontować możemy dowolny typ akcesoriów, rączek, celowników i innych gadżetów. Dodatkowo karabinek dostosowany jest do użytku zarówno przez osoby praworęczne jak i leworęczne. W przypadku SCARa dodanego do figurki nacieszyć możemy się jedynie rączką taktyczną.
Jedyne, co mi nie przypadło do gustu, to magazynek. Nie przypomina standardowego magazynka STANAG, a raczej obcięty od AK-47 lub HK33. Poza tym kto to widział magazynek większy od przeznaczonego nań gniazda?

Gdy przychodzi czas na na odparcie zmasowanego ataku żołnierzy Cobry, Stalowa Brygada skorzystać może z karabinu M249, znanego również jako FN Minimi - karabin stworzony przez belgijskie zakłady FN Herstal, które wypuściły takie znakomitości jak opisany wcześniej SCAR, główny bohater wojny o Falklandy, czyli FN FAL, narzędzie masowej rozwałki z filmu "Heat" - FNC, czy futurystyczny FN2000 oraz P90. Prezentowany karabin jest odmianą "Paratrooper"; wyposażono go w składaną kolbę oraz skróconą lufę.

Wraz z Minimi otrzymujemy również trójnóg. O ile dla laika jest to ciekawy i atrakcyjny gadżet, o tyle dla militarysty jest on tutaj zupełnie kretyński i z czystym sumieniem można go odłożyć na bok. Praktycznie bezużyteczny, zamocowany w miejscu oryginalnej skrzynki amunicyjnej, zupełnie jakby twórcy przeoczyli fakt, że sam karabin posiada widoczny pod lufą własny dwójnóg, który można spokojnie wykorzystać.

Cobra zawsze może wysłać przeciwko Joesom swoje jednostki pancerne - wtedy warto użyć czegoś większego, jak na przykład wyrzutnia SMAW (stosowana i jako broń przeciwpancerna, i sprzęt do niszczenia wrogich umocnień). Jest wierna oryginałowi i została wykonana bardzo starannie.

Dodatkowo otrzymujemy plecak z amunicją, mieszczący cztery (bardzo dobrze oddające oryginały) pociski do SMAWa.

Z figurką miałem naprawdę wiele zabawy, na dowód kilka zdjęć.

Pora na podsumowanie. Brygadier spełnił moje oczekiwania i jestem zadowolony z posiadania tej figurki. Jest niezwykle barwna, bogata w detale oraz dobrze wyposażona. Mógłbym czepiać się tego i owego (malowania czy dopasowania niektórych elementów), ale odpuszczam i daję Stalowemu czwórkę. Hasbro świetnie zrekonstruowało na nowo figurkę z 1987 roku, dając nam warty kupna egzemplarz. To wszystko na dziś, do następnej recenzji! YO JOE!

 

KONIEC


Powrót do strony głównej