
Przynależność: G.I. Joe
Rok wydania: 2010
Producent: Hasbro
Tekst i zdjęcia: Fear Factor
Korekta: MacGazda
Materiał dodany: 03.07. 2011
Żadna bojowa technologia, nawet ta najbardziej zaawansowana,
nie zastąpi doświadczenia żołnierza - prawda znana odkąd ludzie rozpoczęli
pierwsze działania wojenne. Weźmy członków takiego G.I. Joe - czy byliby tak
groźnymi przeciwnikami dla Dowódcy i jego Cobry, gdyby nie wiedza nabyta w
ogniu walki? Dla Joesów to połowa sukcesu, ba, wiedza to dla nich połowa wygranego
starcia (jak głosi zresztą popularne hasło). Dzisiejszy bohater idealnie łączy
wieloletnie doświadczenie bojowe z nowoczesnym uzbrojeniem. Fuzję techniki
jutra oraz doskonałych umiejętności interpersonalnych zaprezentuje jeden z
najdzielniejszych i najbardziej rozpoznawalnych żołnierzy G.I.Joe - sierżant
Conrad "Duke" Hauser.


Figurkę wraz ze swoim wyposażeniem otrzymujemy w gustownym opakowaniu o przyjemnej dla oka gamie kolorów. Na pochwałę zasługuje świetna ilustracja Duke'a - od razu widać, że to wojak, który z niejednego kotła jadł kaszę. Z tyłu pudełka widnieje filecard oraz ilustracja prezentująca pustynny teatr działań wojennych (z jakim ma być związana figurka).

Księcia otrzymujemy wraz ze standardową podstawką, karabinem szturmowym, wyrzutnią rakiet oraz podwójnym, naramiennym działem plazmowym.


Na pierwszy rzut oka figurka wygląda okazale, ale też nieco... dziwnie . Wyposażenie Duke'a bynajmniej nie kojarzy się z jakimiś akcjami pustynnymi i właściwie prędzej mógłby on działać w terenie zurbanizowanym (gdzie niebieska kamizelka i nakolanniki w tym kolorze nie będą się aż tak rzucały w oczy). Ale to tylko takie moje odczucia, poza tym figurka prezentuje się porządnie.

Przede wszystkim naprawdę podoba mi się twarz Hausera. Jest bardzo męska, na prawym policzku widnieje blizna, która pomaga w stworzeniu wrażenia, że Duke to istny twardziel. Zastrzeżenia budzą jedynie włosy, które odbiegają kolorystycznie od tych z obrazka na pudełku.

Pancerz zasługuje na szczególną uwagę za sprawą wyśmienitego malowania. Robi wrażenie wykonanego z wytrzymałego materiału balistycznego, mocniejszego niż pospolity kevlar. Przetarcia i zarysowania farby dodatkowo uwydatniają ten efekt. Miłym akcentem jest biała koszula, widniejąca pod rozpiętą bluzą mundurową. Duke nosi jednolity mundur w kolorze coyote brown, a więc jasnego, ziemistego brązu w odcieniu kawy z mlekiem.

Z tyłu pancerza widnieją dwie ładownice przymocowane do panela osłaniającego część lędźwiową. Na plecach znajduje się montaż głównego uzbrojenia. Tylni panel pancerza bogaty jest w detale.

Nogi zapożyczone zostały od figurki PoC Zartana i podobnie jak w przypadku mistrza kamuflażu posiadają tą samą wadę. Prawa noga jest wyraźnie dłuższa od lewej, co utrudnia postawienie Księcia na baczność. Artykulacja nóg pozostała oczywiście niezmieniona i jest ona wystarczająca do świetnej zabawy.

Na lewym ramieniu umieszczona została plakietka z logiem G.I.Joe. To uproszczona wersja odznaki z "Rise of Cobra" (z dużą gwiazdą zamiast orła).

Pora na uzbrojenie i od razu Fear dostaje coś co lubi. Duke wyposażony jest bowiem w karabin M41 Pulse Rifle, znany wszystkim miłośnikom sci-fi z filmu Jamesa Camerona "Aliens". Karabin ten (oprócz kultowego Smartguna) był podstawowym uzbrojeniem US Colonial Marines i stworzony został na bazie pistoletu maszynowego M1A1 Thompson; jak fani "Obcych" pamiętają posiadał licznik amunicji oraz granatnik podlufowy. Ciekawostką jest fakt, iż można zakupić działającą ostrą wersję wraz z zamocowaną strzelbą gładkolufową. Dostępna jest również replika ASG z działającym licznikiem amunicji i efektami dźwiękowymi. A tu link poglądowy.

Tak jak wykonanie samego karabinu pozostaje bez zarzutu, tak malowanie pozostawia wiele do życzenia - a to za sprawą okropnego koloru elementów granatnika oraz okładzin lufy. Są szare z delikatną domieszką odcienia piaskowego. Wymagana jest natychmiastowa ingerencja farby i pędzla.

Dodana jest również czarna wyrzutnia rakietowa - mało ciekawy kawałek plastiku, taka sobie pierdółka.

Karabin oraz wyrzutnia mogą być połączone ze sobą i wówczas można je nieść w jednej ręce. To w zasadzie kolejne nawiązanie do "Aliens" (pamiętacie jak Ripley połączyła taśmą dwa M-41?).

Pora przedstawić główną broń Conrada Hausera, odpowiedź na czołgi Cobry takie jak H.I.S.S.. Duke uzbrojony został w potężne podwójne działo plazmowe "DEPLAZ", skład którego wchodzi plecak będący źródłem energii obu zespołów luf, dwa przewody zasilające oraz dwa wysięgniki.

Pojedynczy zespół ogniowy działa składa się z czterech luf, które są niezależnie przymocowane do głównej sekcji zespołu. Ciężko mi jest tutaj użyć porównania do jakiegokolwiek istniejącego typu broni; możliwe, że faktycznie jest to technologia, która dopiero wejdzie w użycie.

Poprawna konfiguracja działa na ramionach Duke'a. Tu zaczynają się niestety problemy. Działo jest ogromne i do tego dość nieciekawie skonstruowane. Oba zespoły ogniowe działa wystają na długich wysięgnikach do przodu i opadają w dół pod wpływem masy. Plecak jest kiepsko dopasowany i wyraźnie odstaje.

Postawienie figurki w pionie bez użycia podstawki graniczy z cudem. Zupełnie jak w przypadku Bazooki z 25th Anniversary. Ot, zbyt duża masa ulokowana w nieodpowiednim miejscu.

Tak jak ergonomia działa zawodzi, tak już wykonanie broni jest znacznie lepsze. Całe działo nosi ślady użytkowania w postaci rys i startej farby na krawędziach konstrukcji, co tylko dodaje realizmu. Na obu wysięgnikach widnieją żółte oznaczenia, które zapewne oznaczają liczbę pojazdów rozwalonych z tej broni przez Księcia.

Przewody zasilające są odpowiednio giętkie i dobrze przymocowane są do plecaka. Jego malowanie to uczta dla oka.

Lufy również zasługują na uznanie - piękna szata kolorystyczna, mało denerwujących nadlewek. Każda z luf jest odczepiana. Słyszałem opinie, że odpadają i ciężko je zamocować, ale mój egzemplarz takich problemów nie ma.

Zdecydowanie najlepszą opcją jest odwrócenie działa tak, by oba zespołu luf znajdowały się pod ramionami postaci. Działo nie posiada żadnych chwytów czy rączek, brak jakiejkolwiek optyki. Jedynym słusznym rozwiązaniem jest umocowanie dłoni na zagiętych płytach, tak jak na zdjęciu. Moim zdaniem całkiem dobry patent.

Dwaj najwięksi wrogowie - Duke i mój ulubieniec, Dowódca Cobry.

Trzy inkarnacje Księcia z mojej kolekcji. Zdecydowanie najbardziej lubię Desert Ambush Duke' a (po lewej) - realistyczny wygląd plus świetne akcesoria. Choć Duke z PoC też jest niczego sobie...

Hauser świetnie pasuje do innych figurek G.I.Joe i zabawa nim sprawia naprawdę mnóstwo frajdy (pod warunkiem, że pozbędziemy sie jego nieporęcznego uzbrojenia). Tutaj Conrad występuje razem z RoC Heavy Duty oraz Shipwreck'em.

Podsumujmy. Szczerze to mam mieszane odczucia. Figurka nie ma absolutnie nic wspólnego z innymi figurkami z "Desert Battle", a to głównie za sprawą swojego dość nieodpowiedniego pod względem barw wyposażenia. Sprawia wrażenie nie do końca przemyślanej i zrobionej trochę bez pomysłu. Delikatne nawiązania do Colonial Marines z "Aliens" to za mało. Zdecydowanie wolałbym widzieć Duke' a przypominającego funkcjonariusza Blackwater z czapką, ładną kamizelką taktyczną oraz ciekawymi akcesoriami. Działo plazmowe jest zbyt wielkie, a do tego jego obsługa potrafi nieco zdenerwować użytkownika. Ten Duke zasługuje na trzy z plusem (mało to książęca ocena, ale cóż), bo jednak malowanie jest staranne, no i na artykulację nie mogę narzekać.
Figurkę otrzymałem dzięki życzliwości Gumisia, któremu dziękuję i którego polecam.
"Now you know...and knowing is half the battle. G.I. Joe!"
KONIEC